„Medaliony” Zofii Nałkowskiej to zbiór ośmiu opowiadań wydany w 1946 roku, przedstawiający zbrodnie popełnione przez nazistowskie Niemcy podczas II wojny światowej. Utwór powstał na podstawie relacji świadków, wspomnień ocalałych więźniów oraz materiałów zgromadzonych przez autorkę podczas pracy w Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Każde opowiadanie ukazuje inną historię związaną z okupacją, Zagładą Żydów oraz funkcjonowaniem niemieckich obozów koncentracyjnych, a cały zbiór łączy refleksja nad cierpieniem, okrucieństwem i odpowiedzialnością człowieka za popełnione zbrodnie.
Spis treści
Medaliony – streszczenie krótkie
„Medaliony” składają się z ośmiu opowiadań, które przedstawiają autentyczne wydarzenia z okresu II wojny światowej. W „Profesorze Spannerze” opisano działalność gdańskiego Instytutu Anatomicznego, gdzie wykorzystywano ludzkie zwłoki do preparatów oraz produkcji mydła z tłuszczu. „Dno” przedstawia wspomnienia kobiety więzionej na Pawiaku, w Ravensbrück oraz obozie pracy przy fabryce amunicji. W „Kobiecie cmentarnej” ukazano postawę pracownicy cmentarza obserwującej zagładę warszawskiego getta. „Przy torze kolejowym” opowiada o rannej Żydówce, która po nieudanej ucieczce z transportu do obozu zagłady zostaje zastrzelona przez młodego mężczyznę. W „Dwojrze Zielonej” bohaterka wspomina prześladowania, utratę rodziny i dramatyczną walkę o przetrwanie. „Wiza” przedstawia więźniarki zmuszane do wielogodzinnego stania na zimnie. Natomiast „Człowiek jest mocny” ukazuje los Michała P., który pracował przy grzebaniu ofiar obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem.
Ostatnie opowiadanie, „Dorośli i dzieci w Oświęcimiu”, stanowi podsumowanie całego zbioru. Nałkowska opisuje w nim mechanizmy funkcjonowania nazistowskiego systemu zagłady, masowe mordowanie ludzi oraz wykorzystywanie ich pracy i mienia. Przedstawia również postawy niemieckich oprawców oraz więźniów, którzy pomimo nieludzkich warunków próbowali ratować innych. Szczególnie wstrząsająca jest historia dzieci z Auschwitz, które podczas zabawy naśladowały sceny palenia Żydów. Wszystkie opowiadania łączy motto „Ludzie ludziom zgotowali ten los”, podkreślające, że sprawcami niewyobrażalnego cierpienia byli inni ludzie.
Medaliony – streszczenie szczegółowe
Profesor Spanner
Opowiadanie rozpoczyna się od opisu wizyty komisji badającej niemieckie zbrodnie w Instytucie Anatomicznym w Gdańsku, którym kierował profesor Rudolf Spanner. Członkowie komisji przybywają tam po raz drugi, tym razem w towarzystwie dwóch niemieckich profesorów, którzy znali Spannera. W jednym z budynków znajdują się pomieszczenia wykorzystywane do przechowywania zwłok i przygotowywania preparatów anatomicznych.
W piwnicach komisja odkrywa cementowe baseny wypełnione ludzkimi ciałami. Zwłoki są dobrze zakonserwowane, ułożone jedne na drugich, często pozbawione głów. Wśród nich znajduje się ciało młodego marynarza z wytatuowanym na piersi statkiem oraz napisem „Bóg z nami”. W osobnych kadziach leżą odcięte głowy, a także ludzkie ciała podzielone na części i pozbawione skóry. Łącznie w instytucie przechowywano około trzystu pięćdziesięciu zwłok, chociaż do zwykłych potrzeb dydaktycznych wystarczyłoby kilkanaście.
Następnie komisja ogląda niewielki budynek, w którym znajdują się kotły służące do gotowania ludzkich szczątków. W jednym z nich pozostawiono wygotowany tors człowieka. Na półkach przechowywane są czaszki, kości, płaty ludzkiej skóry oraz kawałki mydła. Znaleziono również sodę kaustyczną i formy wykorzystywane przy produkcji. Z ludzkiego tłuszczu wytwarzano mydło, natomiast pozostałe szczątki przygotowywano do innych zastosowań.
W dalszej części opowiadania komisja przesłuchuje Zygmunta Mazura, młodego pracownika instytutu. Mężczyzna opowiada o swoim zatrudnieniu u profesora Spannera oraz obowiązkach związanych z przygotowywaniem zwłok. Wyjaśnia, skąd sprowadzano ciała i jak wyglądała ich obróbka. Przyznaje, że uczestniczył w produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu, a gotowy produkt był wykorzystywany między innymi do prania. Początkowo pracownicy odczuwali obrzydzenie, jednak z czasem przyzwyczaili się do wykonywanych czynności.
Mazur traktuje swoją pracę jako zwyczajne zajęcie i nie dostrzega w niej niczego szczególnie niewłaściwego. Zapytany, czy ktokolwiek powiedział mu, że produkowanie mydła z ludzkich zwłok jest przestępstwem, odpowiada przecząco. Jego wypowiedzi pokazują całkowite zobojętnienie na śmierć i uprzedmiotowienie człowieka.
Komisja rozmawia również z dwoma niemieckimi profesorami. Obaj próbują wyjaśnić działalność Spannera, odwołując się do warunków wojennych, niedoboru surowców oraz konieczności wykonywania rozkazów. Nie potrafią jednak jednoznacznie usprawiedliwić opisywanych praktyk. Opowiadanie kończy się refleksją nad sposobem myślenia ludzi uczestniczących w zbrodniczym procederze. Szczególnie wymowne pozostają słowa Mazura: „W Niemczech, można powiedzieć, ludzie umieją coś zrobić z niczego…”.
Dno
Główną bohaterką opowiadania jest starsza kobieta, która przeżyła niemieckie więzienia i obozy, a po wojnie opowiada narratorce o swoich doświadczeniach. Jest siwa, zmęczona i samotna. Nie zna losu męża oraz dwojga dzieci, z którymi została rozdzielona. Szczególnie boleśnie wspomina córkę, z którą przez większość okresu uwięzienia przebywała razem.
Przed aresztowaniem rodzina była zaangażowana w działalność konspiracyjną. Syn bohaterki szkolił innych w posługiwaniu się bronią, wykorzystując do ćwiczeń kije zamiast karabinów. Córka należała do organizacji podziemnej i uczestniczyła w spotkaniach ukrywanych pod pozorem lekcji tańca. Niemcy aresztowali matkę i córkę, a następnie osadzili je na Pawiaku.
Podczas przesłuchań gestapowcy próbowali zmusić kobietę do ujawnienia nazwisk konspiratorów. Bili ją gumową pałką, uszkadzając palce, kiedy zasłaniała twarz przed uderzeniami. Pomimo bólu nie wydała nikogo. Opowiada również o torturach stosowanych wobec innych więźniów, eksperymentach medycznych, pobieraniu krwi oraz mordowaniu ludzi, którzy wcześniej zostali całkowicie wyniszczeni.
Po dwóch miesiącach na Pawiaku kobiety zostały wywiezione do Ravensbrück. Podróżowały przez siedem dni w zaplombowanych wagonach towarowych, w których panował ogromny ścisk. Nie otrzymywały wody, nie mogły usiąść ani załatwić podstawowych potrzeb fizjologicznych. Podczas postoju zaczęły krzyczeć z pragnienia. Niemiecki oficer z innego transportu, przerażony ich wyglądem, nakazał otworzyć wagony oraz dostarczyć więźniom wodę. W wagonach przewożących mężczyzn znaleziono wielu zmarłych wskutek uduszenia. Część kobiet podczas transportu straciła zmysły, a po przyjeździe do Ravensbrück została rozstrzelana.
W obozie Ravensbrück bohaterka zetknęła się z brutalnym traktowaniem więźniarek oraz eksperymentami medycznymi. Po trzech tygodniach przeniesiono ją wraz z córką do innego obozu, skąd kobiety codziennie chodziły do fabryki amunicji. Pracowały po dwanaście godzin przy maszynach, produkując pociski artyleryjskie i przeciwlotnicze.
Więźniarki budzono o trzeciej nad ranem, następnie przez wiele godzin przebywały na apelach. Otrzymywały bardzo skromne racje żywnościowe, składające się z czarnej kawy, niewielkiej ilości chleba oraz wodnistej zupy. Z powodu głodu, zimna i wyczerpującej pracy wiele kobiet umierało. Za najmniejsze przewinienia kierowano je do specjalnych bunkrów, w których panował mróz, a ukarane osoby pozbawiano jedzenia.
Najbardziej wstrząsające wydarzenia rozgrywały się w bunkrach głodowych, gdzie przetrzymywano również zwłoki zmarłych kobiet. Więźniarki doprowadzone do skrajnego głodu zaczęły odcinać i spożywać fragmenty ludzkich ciał. Bohaterka opisuje ten dramat, podkreślając nieludzkie warunki, w jakich znalazły się uwięzione kobiety. Esesmanki nie pozwalały pomagać chorym, a nawet kopały więźniarki, które umierały podczas apeli.
Po wojnie kobieta pozostaje sama. Nie wie, co stało się z córką, z którą rozdzielono ją podczas powrotu, ani czy żyją jej syn i mąż. Największym pragnieniem bohaterki jest odnalezienie bliskich oraz doświadczenie zwykłej ludzkiej życzliwości. Opowiadanie pokazuje zarówno fizyczne cierpienie więźniów, jak i psychiczne konsekwencje wojny.
Kobieta cmentarna
Akcja opowiadania rozgrywa się w Warszawie, w pobliżu cmentarza sąsiadującego z murem getta. Narratorka opisuje opustoszałe budynki, zniszczone ulice oraz ślady wojennych wydarzeń. Zza murów dobiegają odgłosy strzałów, a nad zabudowaniami unoszą się kłęby dymu i płomienie. W tym samym czasie na cmentarzu kwitną kwiaty, śpiewają ptaki, a przyroda odradza się wraz z nadejściem wiosny.
Narratorka spotyka kobietę zajmującą się pielęgnowaniem grobów. Pracownica cmentarza jest początkowo spokojna, pogodna oraz przyzwyczajona do rozmów o śmierci. Opowiada o pochowanych osobach, między innymi o młodej kobiecie, która po urodzeniu dziecka wyskoczyła przez okno. Jej mąż oskarżył lekarzy o zaniedbanie, a później sam popełnił samobójstwo. Ostatecznie oboje zostali pochowani w jednym grobie.
Kiedy narratorka ponownie spotyka kobietę cmentarną, zauważa, że jej wygląd bardzo się zmienił. Kobieta jest wychudzona, ma zmęczoną twarz i mówi nerwowo. Przyznaje, że mieszkańcy domów sąsiadujących z gettem nie mogą spać ani normalnie żyć, ponieważ nieustannie słyszą krzyki mordowanych ludzi.
Pracownica cmentarza opowiada o Niemcach, którzy strzelają do Żydów na ulicach oraz podpalają zamieszkane przez nich budynki. Ludzie zamknięci w płonących domach często decydują się na skok z okien. Kobieta widziała między innymi mężczyznę, który znajdował się przy oknie z dzieckiem. Po chwili obaj spadli na ziemię. Bohaterka wspomina, że odgłosy spadających ciał są słyszalne nawet z oddali.
Pomimo współczucia dla mordowanych Żydów kobieta powtarza antysemickie stereotypy oraz niemiecką propagandę. Twierdzi, że Żydzi nienawidzą Polaków i że Niemcy przedstawiają ich jako zagrożenie. Jej wypowiedzi ujawniają sprzeczność między ludzkim odruchem litości a zakorzenionymi uprzedzeniami.
Narratorka zastanawia się nad tym, jak trudno pojąć ogrom wojennych zbrodni. Człowiek dowiaduje się o nich stopniowo, z pojedynczych relacji, odgłosów i obserwacji. Kobieta cmentarna znajduje się blisko miejsca zagłady, jednak nie potrafi w pełni zrozumieć tragedii rozgrywającej się po drugiej stronie muru.
Przy torze kolejowym
Opowiadanie przedstawia historię młodej Żydówki, która próbowała uciec z pociągu jadącego do obozu zagłady. Wydarzenia zostają odtworzone na podstawie relacji mężczyzny, który był ich świadkiem i pomimo upływu czasu nie potrafi zrozumieć tego, co się wydarzyło.
Żydzi przewożeni byli w zamkniętych wagonach towarowych. Wiedzieli, że transport oznacza dla nich niemal pewną śmierć, dlatego niektórzy podejmowali desperackie próby ucieczki. Jednym ze sposobów było wyłamywanie desek w podłodze wagonu, a następnie przeciskanie się przez otwór i wyskakiwanie z jadącego pociągu. Taka ucieczka wiązała się z ogromnym ryzykiem, ponieważ można było wpaść pod koła albo zginąć od kul strażników.
Kobieta była trzecią osobą, która wydostała się przez otwór w podłodze. Podczas ucieczki została postrzelona w kolano, przez co nie mogła oddalić się od torów. Jej mąż również próbował uciec, ale zginął. Pozostali uciekinierzy albo uciekli w stronę lasu, albo zostali zabici.
Następnego ranka kobieta siedzi na wilgotnej trawie przy nasypie kolejowym. Wkrótce wokół niej zaczynają gromadzić się mieszkańcy pobliskiej wsi oraz robotnicy z cegielni. Przyglądają się rannej, jednak boją się udzielić jej pomocy, ponieważ za ukrywanie Żydów grożą niemieckie represje. Kobieta rozumie, że nie może liczyć na ratunek.
Jedna ze starszych kobiet przynosi jej mleko i chleb. Pojawia się również młody mężczyzna, który okazuje zainteresowanie ranną i przynosi jej wódkę oraz papierosy. Żydówka pali, pije alkohol i rozmawia z otaczającymi ją ludźmi. Z czasem zaczyna prosić, aby ktoś ją zastrzelił, ponieważ nie wierzy już w możliwość przeżycia.
Na miejsce przybywają dwaj policjanci. Początkowo nie chcą spełnić prośby kobiety, jednak później jeden z nich przekazuje rewolwer młodemu mężczyźnie. Ten podchodzi do rannej i oddaje śmiertelny strzał. Osoby stojące w pobliżu są poruszone sposobem, w jaki została zabita.
Po zmroku z lasu wychodzi dwóch mężczyzn, którzy zamierzają zabrać kobietę. Kiedy odnajdują ją przy torach, okazuje się, że już nie żyje. Następnego dnia sołtys poleca pogrzebać jej ciało razem z dwoma innymi zabitymi uciekinierami.
Świadek wydarzeń nie potrafi zrozumieć postępowania młodego mężczyzny. Początkowo wydawało się, że współczuje rannej, a mimo to zdecydował się ją zabić. Opowiadanie ukazuje tragedię Żydówki pozostawionej bez pomocy oraz moralną niejednoznaczność zachowania otaczających ją ludzi.
Dwojra Zielona
Opowiadanie rozpoczyna się od spotkania narratorki z Dwojrą Zieloną, trzydziestopięcioletnią Żydówką, która podczas wojny straciła oko i większość zębów. Kobieta przychodzi do zakładu optycznego w towarzystwie mężczyzny pomagającego jej kupić okulary oraz protezę oka. Narratorka proponuje jej rozmowę, a następnie udaje się razem z nią do mieszkania na warszawskiej Pradze.
Dwojra mieszka samotnie w pomieszczeniu, w którym ma powstać żydowskie ambulatorium. Zajmuje się sprzątaniem i pilnowaniem mieszkania. Chociaż otrzymuje pomoc od życzliwych ludzi, podkreśla, że nie ma już własnej rodziny. Jej mąż zginął podczas wojny, a ona sama straciła zdrowie oraz cały dotychczasowy dobytek.
Przed wojną Dwojra mieszkała z mężem, szewcem o nazwisku Rajszer, przy ulicy Stawki w Warszawie. W 1939 roku ich dom został zniszczony podczas bombardowania, dlatego przenieśli się do Janowa Podlaskiego. W czasie okupacji musieli nosić oznaczenia wskazujące na żydowskie pochodzenie. W październiku 1942 roku mieszkańców Janowa przesiedlono do getta w Międzyrzecu Podlaskim. Mąż Dwojry przebywał już wtedy w obozie pracy w Małaszewiczach.
W Międzyrzecu Niemcy regularnie organizowali deportacje Żydów do Treblinki. Podczas kolejnych akcji Dwojra ukrywała się na strychu jednego z budynków. Niekiedy pozostawała tam przez wiele dni, żywiąc się niewielką ilością cebuli oraz kaszy manny. Żyła w ciągłym strachu, ponieważ każdego dnia mogła zostać odnaleziona i wywieziona na śmierć. W grudniu 1942 roku kobieta otrzymała wiadomość o śmierci męża. Od tej pory była całkowicie samotna. Mimo utraty najbliższej osoby nie chciała się poddać i nadal walczyła o przetrwanie.
Pierwszego stycznia 1943 roku niemieccy żołnierze urządzili strzelaninę do Żydów. Dwojra została postrzelona i straciła oko. Trafiła do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy. Pomimo cierpienia i odniesionych obrażeń pragnęła żyć. Tłumaczyła, że chciała doczekać końca wojny, nawet gdyby miała pozostać ostatnią Żydówką na świecie. Pragnęła również opowiedzieć innym o tym, czego doświadczyli prześladowani ludzie.
Po kolejnej akcji wysiedleńczej Dwojra została wywieziona do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Panowały tam głód, przemoc oraz bardzo trudne warunki życia. Kobieta wspomina brutalną strażniczkę Brygidę, która biła więźniarki bez wyraźnego powodu. Opowiada również o młodej kobiecie schwytanej podczas próby ucieczki. Więźniarka została skazana na powieszenie, ale przed śmiercią zachowała spokój i odwagę.
Następnie Dwojra trafiła do obozu pracy w Skarżysku-Kamiennej, gdzie więźniowie pracowali przy produkcji amunicji. Pomimo utraty oka kobieta starała się wykonywać swoje obowiązki, aby uniknąć selekcji i śmierci. Kiedy na zdrowym oku pojawiła się bolesna zmiana, celowo nie zgłosiła choroby, obawiając się uznania za niezdolną do pracy. Cierpiała również z powodu głodu i bólu zębów. Ponieważ nie mogła uzyskać pomocy dentystycznej, sama rozchwiewała i wyrywała kolejne zęby.
Po trzynastu miesiącach pracy w Skarżysku-Kamiennej Dwojra została przeniesiona do Częstochowy. W styczniu 1945 roku do miasta zbliżyła się Armia Czerwona. Niemcy przygotowywali kolejną likwidację więźniów, jednak wkroczenie wojsk sowieckich uratowało Dwojrze życie.
Po wojnie bohaterka pozostała samotna, schorowana oraz pozbawiona majątku. Mimo to była wdzięczna, że przeżyła. Opowiadając o swoich doświadczeniach, podkreśla ogromne znaczenie życia, które udało jej się zachować pomimo wszystkich prześladowań.
Wiza
Główną bohaterką opowiadania jest młoda kobieta, która przeżyła niemiecki obóz koncentracyjny. Po wojnie odwiedza narratorkę w pokoju hotelowym. Nadal nosi obozowy pasiak, ma krótko obcięte włosy, okulary oraz porusza się o dwóch drewnianych kulach. Z powodu źle zrośniętej nogi wymaga kolejnej operacji, jednak nie chce od razu poddać się leczeniu.
Kobieta opowiada, że podczas wojny przeszła na katolicyzm. Wiara pomagała jej znosić cierpienie oraz powstrzymywać nienawiść wobec oprawców. Nie znała swoich rodziców, a wychowywała ją babka, która również już nie żyła. Bohaterka podkreśla, że stara się nikim nie pogardzać.
Przywołuje wydarzenie z obozowej kuchni, gdzie wraz z jedną z więźniarek obierała ziemniaki. Kobiety znalazły w jednym z ziemniaków gniazdo z trzema małymi myszami. Jej towarzyszka chciała oddać zwierzęta kotu, jednak bohaterka sprzeciwiła się temu. Zauważyła u siebie niepokojącą ciekawość dotyczącą tego, jak kot pożerałby myszy. Przeraziła się własną reakcją, ponieważ dostrzegła w niej podobieństwo do okrucieństwa niemieckich oprawców. Ostatecznie ukryła zwierzęta, mając nadzieję, że ich matka je odnajdzie.
Następnie bohaterka zaczyna opowiadać o wizie, czyli łące znajdującej się w pobliżu obozu, pod samym lasem. Niemieckie strażniczki wydawały więźniarkom rozkaz opuszczenia baraków i udania się na to miejsce. Kobiety musiały stać tam przez cały dzień, ponieważ w tym czasie odbywało się sprzątanie oraz czyszczenie pomieszczeń.
Był październik, dni były zimne i deszczowe. Więźniarki nie otrzymywały jedzenia ani nie mogły schronić się przed niekorzystną pogodą. Stały przez wiele godzin na zimnej łące, często chore, głodne i skrajnie wycieńczone. Wśród nich znajdowały się Francuzki, Holenderki, Belgijki, Greczynki, Polki i Rosjanki.
Najgorszy stan zdrowia miały więźniarki pochodzące z Grecji. Były wychudzone, pokryte ranami oraz tak osłabione, że z trudem utrzymywały się na nogach. Kobiety starały się stać jak najbliżej siebie, aby ogrzać się nawzajem. Każda chciała znaleźć się w środku zwartej grupy, gdzie było nieco cieplej. Z tego powodu tłum nieustannie się poruszał.
Bohaterka wspomina, że Greczynki mimo skrajnego wyczerpania zaczęły śpiewać hymn narodowy. Ich zachowanie wywarło na niej ogromne wrażenie, ponieważ nawet w obliczu śmierci starały się zachować godność oraz poczucie wspólnoty.
Opowiadająca nie koncentruje się na własnym cierpieniu. Wspomina przede wszystkim inne kobiety i ich tragiczny los. Przyznaje, że wiedziała, iż prawdopodobnie umrze w obozie, ale nie odczuwała już strachu. Podczas bicia modliła się, aby nie znienawidzić swoich prześladowców.
Po wojnie bohaterka planuje leczenie nogi, ale wcześniej chce odwiedzić Gdańsk i zobaczyć morze. Zamierza także spotkać się z dawną współwięźniarką mieszkającą w Poznaniu, której pragnie pomóc. Pomimo traumatycznych przeżyć zachowała współczucie oraz gotowość do niesienia pomocy innym ludziom.
Człowiek jest mocny
Opowiadanie przedstawia historię Michała P., młodego Żyda zmuszonego do pracy w niemieckim obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. Mężczyzna opowiada o swoich doświadczeniach członkom komisji badającej niemieckie zbrodnie. Wydarzenia rozgrywały się na początku 1942 roku.
Michał mieszkał wcześniej w Ugaju i pracował u Niemców. W czasie okupacji był świadkiem deportowania ludności żydowskiej do Chełmna. Sam zaprowadził do transportu swoich rodziców, a następnie innych krewnych. Widział również wysiedlanie Żydów z Koła, których Niemcy wywozili przez kilka kolejnych dni.
Niemcy wykorzystywali w Chełmnie dawny pałac jako miejsce przygotowywania ofiar do śmierci. Przywożonym ludziom mówiono, że zostaną skierowani do pracy, ale wcześniej muszą się wykąpać i poddać dezynfekcji. Kazano im się rozebrać, a następnie kierowano do specjalnych samochodów, w których mordowano ludzi za pomocą spalin.
Na początku stycznia 1942 roku Michał został zatrzymany razem z innymi Żydami i przewieziony do Chełmna. Umieszczono go w piwnicy, skąd słyszał odgłosy przybywających transportów. Od innych więźniów dowiedział się, że w pobliskim Lesie Rzuchowskim grzebano ciała ludzi zamordowanych w samochodach gazowych.
Michał zgłosił się do pracy w lesie, ponieważ sądził, że stamtąd łatwiej będzie uciec. Razem z innymi więźniami został przewieziony na miejsce masowych grobów. Otrzymał łopatę oraz kilof i musiał przygotowywać doły przeznaczone na zwłoki.
Codziennie do lasu przyjeżdżały samochody wypełnione ciałami zamordowanych Żydów. Po otwarciu drzwi więźniowie wyciągali zwłoki i układali je na ziemi. Niektóre ofiary były jeszcze żywe, dlatego niemieccy strażnicy dobijali je strzałami w głowę.
Następnie ciała przekazywano Ukraińcom współpracującym z Niemcami. Mężczyźni wyrywali zmarłym złote zęby, zdejmowali obrączki, zegarki oraz zabierali pieniądze i inne kosztowności. Wszystkie wartościowe przedmioty trafiały do niemieckich strażników.
Podczas jednego z transportów doszło do tragicznego zdarzenia. Jeden z Ukraińców pomagających Niemcom został przypadkowo wepchnięty do samochodu gazowego razem z Żydami. Mężczyzna próbował krzyczeć, jednak jego głos zginął wśród krzyków pozostałych ludzi. Ukrainiec udusił się razem z ofiarami, a kiedy Niemcy rozpoznali jego ciało, bezskutecznie próbowali go ratować.
Michał i pozostali więźniowie musieli układać zwłoki w ogromnych rowach. Pracowali przez cały dzień, a strażnicy bili ich i zabijali za najmniejsze przewinienia. Każdego dnia do lasu przywożono setki nowych ciał. Więźniowie zdawali sobie sprawę, że również mogą zostać zamordowani.
Najtragiczniejsze wydarzenie nastąpiło po dziesięciu dniach pracy. Z jednego z samochodów wyciągnięto zwłoki żony Michała oraz jego dwojga dzieci, siedmioletniego syna i czteroletniej córki. Mężczyzna rozpoznał swoich najbliższych i położył się na ciele żony, prosząc Niemców, aby go zastrzelili.
Jeden ze strażników odmówił, ponieważ Michał był silnym mężczyzną, zdolnym do dalszej pracy. Niemiec zaczął bić go drągiem, zmuszając do wstania. Właśnie wtedy padły słowa, od których pochodzi tytuł opowiadania: „Człowiek jest mocny, może jeszcze dobrze popracować”.
Tego samego wieczoru dwóch więźniów popełniło samobójstwo przez powieszenie. Michał również chciał odebrać sobie życie, jednak jeden z pobożnych współwięźniów odwiódł go od tego zamiaru.
Mężczyzna postanowił uciec. Początkowo zamierzał zrobić to wspólnie z innym więźniem, ale ostatecznie musiał działać sam. Podczas transportu do lasu poprosił strażnika o papierosa. Kiedy pozostali więźniowie skupili uwagę konwojenta, Michał rozciął nożem plandekę samochodu i wyskoczył na zewnątrz.
Niemcy zaczęli do niego strzelać, jednak nie trafili. Michał uciekł do pobliskiej wsi, gdzie ukrył się w stodole pod sianem. Przez dwa dni pozostawał bez jedzenia, słysząc rozmowy mieszkańców o poszukującym go niemieckim patrolu.
Po opuszczeniu kryjówki spotkał gospodarza, który nakarmił go, ogolił i podarował mu czapkę, aby nie zwracał uwagi swoim wyglądem. Następnie Michał dotarł do Grabowa, gdzie spotkał więźnia, z którym wcześniej planował ucieczkę. Okazało się, że tamtemu również udało się zbiec z transportu.
Ostatnia część opowiadania przedstawia oględziny Lasu Rzuchowskiego przeprowadzone przez komisję. Na terenie dawnego obozu widoczne są ślady masowych grobów oraz krematoriów. W ziemi znajdują się ludzkie szczątki i przedmioty należące do zamordowanych. Historia Michała P. jest świadectwem masowej zagłady oraz dramatycznej walki o życie człowieka, który stracił wszystkich najbliższych.
Dorośli i dzieci w Oświęcimiu
Ostatnie opowiadanie „Medalionów” ma charakter dokumentalnego podsumowania niemieckich zbrodni popełnionych podczas II wojny światowej. Narratorka przedstawia mechanizmy funkcjonowania nazistowskiego systemu zagłady, w którym śmierć milionów ludzi została zaplanowana i zorganizowana na ogromną skalę.
Niemcy stworzyli obozy koncentracyjne oraz ośrodki masowego mordowania ludzi. Ofiary przywożono transportami kolejowymi, odbierano im rzeczy osobiste, a następnie kierowano do pracy albo bezpośrednio na śmierć. Wykorzystywano przy tym oszustwo, przekonując więźniów, że zostaną poddani kąpieli, dezynfekcji lub skierowani do nowych miejsc zatrudnienia.
Zagłada miała również wymiar ekonomiczny. Niemcy przejmowali majątek zamordowanych, gromadzili ich ubrania, obuwie, biżuterię, pieniądze oraz przedmioty codziennego użytku. Wykorzystywali także przymusową pracę więźniów oraz ludzkie szczątki. Narratorka podkreśla, że masowe mordowanie zostało podporządkowane zarówno celom politycznym, jak i gospodarczym.
Autorka zwraca uwagę, że za stworzeniem całego systemu stali konkretni ludzie. Zbrodnie nie były skutkiem działania bezosobowej siły, lecz wynikały z decyzji podejmowanych przez niemieckich przywódców, urzędników, lekarzy i strażników. Nałkowska podsumowuje tę rzeczywistość słowami: „Tak pomyślana i zrealizowana impreza była dziełem ludzi. Oni byli jej wykonawcami i jej przedmiotem”.
W dalszej części opowiadania przedstawione zostają postawy więźniów, którzy nawet w nieludzkich warunkach starali się ratować innych. Jednym z przykładów jest doktor Grabczyński, lekarz z Krakowa więziony w Auschwitz. Podczas pracy w obozowym bloku szpitalnym podejmował próby ratowania chorych i zagrożonych śmiercią osób. Podobną postawę reprezentowali inni lekarze oraz więźniowie, którzy pomagali współtowarzyszom pomimo ryzyka utraty własnego życia.
Nałkowska opisuje również okrucieństwo niemieckich strażników i więźniów funkcyjnych. Przywołuje zeznania byłych więźniów dotyczące ludzi, którzy czerpali przyjemność z zadawania cierpienia. Jednym z nich był August Glass, silny mężczyzna bijący więźniów w nerki w taki sposób, aby nie pozostawiać widocznych śladów. Jego ofiary umierały po kilku dniach.
Inni oprawcy zabijali przez duszenie, miażdżenie gardła, zanurzanie głów w wodzie oraz uderzanie ciężkimi przedmiotami. Jeden z blokowych starał się codziennie zamordować określoną liczbę więźniów. Kolejny wybierał swoje ofiary podczas porannych spacerów między barakami i dusił je gołymi rękami.
Autorka podkreśla, że wielu sprawców nie było zmuszanych do takich czynności. Zabijali z własnej inicjatywy, często odczuwając satysfakcję z zadawania cierpienia. Przywołuje również informacje o sposobach szkolenia młodzieży hitlerowskiej, podczas których rozwijano skłonności do okrucieństwa oraz bezwzględnego wykonywania rozkazów.
Ostatnia część opowiadania poświęcona jest dzieciom więzionym w Auschwitz. Najmłodsi więźniowie również podlegali selekcjom decydującym o życiu lub śmierci. Jednym ze sposobów rozstrzygania o ich losie było sprawdzanie wzrostu. Dzieci przechodziły pod prętem zawieszonym na wysokości metra i dwudziestu centymetrów. Te, które były zbyt niskie, uznawano za niezdolne do pracy i przeznaczano do zagazowania.
Dzieci doskonale rozumiały, co oznacza taka selekcja. Starały się prostować, stawać na palcach oraz wyciągać głowy jak najwyżej, aby dosięgnąć pręta. W ten sposób próbowały ocalić życie.
Narratorka opisuje również grupę około sześciuset dzieci przeznaczonych do komory gazowej. Ponieważ Niemcy czekali na zebranie odpowiedniej liczby ofiar, dzieci przez pewien czas przetrzymywano w obozie. Próbowały uciekać i ukrywać się przed strażnikami, jednak były odnajdywane i sprowadzane z powrotem. Płakały oraz błagały o ratunek: „My nie chcemy do gazu! My chcemy żyć!”.
Wśród opisanych historii pojawia się także przykład uratowania dwóch chłopców w wieku dwunastu i czternastu lat. Udało im się uciec z samochodu zmierzającego do komory gazowej. Nocą dotarli do pokoju jednego z obozowych lekarzy i poprosili o pomoc.
Lekarz zdecydował się ukryć chłopców, pomimo grożącej mu za to śmierci. Zapewnił im jedzenie oraz ubrania, a następnie porozumiał się z zaufanym człowiekiem pracującym przy krematorium. Dzięki sfałszowaniu dokumentacji udało się ukryć fakt, że dwaj więźniowie przeżyli. Chłopcy pozostali w kryjówce do czasu, aż mogli ponownie pojawić się w obozie bez wzbudzania podejrzeń.
Ostatnia scena przedstawia wydarzenie zaobserwowane przez doktora Bertholda Epsteina, lekarza z Pragi. Podczas przechodzenia między obozowymi barakami zauważył dwoje małych dzieci siedzących na piasku i przesuwających patyczki. Zainteresowany ich zabawą zapytał, co robią. Dzieci odpowiedziały: „My się bawimy w palenie Żydów”.
Scena ta stanowi zakończenie całego zbioru „Medaliony”. Pokazuje, że niemiecki system zagłady oddziaływał nie tylko na fizyczne życie ludzi, lecz również na ich psychikę i sposób postrzegania rzeczywistości. Nawet dzieci zaczęły traktować masowe mordowanie jako element codzienności, który mogły odtwarzać podczas zabawy. Opowiadanie kończy się wstrząsającym obrazem świata, w którym okrucieństwo stało się czymś zwyczajnym.