Bal w operze – interpretacja
Julian Tuwim to poeta pochodzenia żydowskiego kojarzony głównie z grupą poetycką “Skamander”, Tuwim nie skierował się jednak w stronę futurystów i awangardy. W swych utworach odnosił się krytycznie do symbolizmu, Młodej Polski, często celnie komentował rzeczywistość. Odnosił się też do postaci zwykłego mieszkańca polskiego miasta i jego codzienności. Tuwim powiązany był ze środowiskami lewicowymi. “Bal w operze” to dzieło o charakterze satyrycznym, którego komentarz wymierzony był w społeczeństwo dwudziestolecia wojennego. Tuwim stworzył go w 1936 roku, jednak w całości wydany został on w 1982 roku. Dawniej wywoływał on ogromne oburzenie wśród odbiorców.
Spis treści
Bal w operze – treść wiersza
Dzisiaj wielki bal w Operze! Sam Potężny Archikrator Dał najwyższy protektorat, Wszelka dziwka majtki pierze
Rozwiń treść utworu
I na kredyt kiecki bierze, Na ulicach ścisk i zator, Ustawili się żołnierze, Błyszczą kaski kirasjerskie, Błyszczą buty oficerskie, Konie pienią się i rżą, Ryczą auta, tłumy prą, W kordegardzie wojska mrowie, Wszędzie ostre pogotowie, Niecierpliwe wina wrą, U fryzjerów ludzie mdleją, Czekający za koleją, Dziwkom łydki słodko drżą. Na afiszu — Archikrator, Więc na schodach marmurowych Leży chodnik purpurowy, Ustawiono oleandry, Ochrypł szef-organizator, Wyfraczony krępy mandryl, Klamki, zamki lśnią na glanc, W blasku las ułańskich lanc, Szef policji pierś wysadza I spod marsa sypiąc skry, Prężnym krokiem się przechadza... Co za gracja! Co za władza! Co za pompa! Jezu Chry...! Zajeżdżają futra, fraki, Lśniące laki, szapoklaki, Uwijają się tajniaki W paltocikach Burberry. Szofer szofra macią ruga, Na tajniaka tajniak mruga... «No jadź, jadź! Będziesz tu stać? Caf się, frrruwa twoja mać!» Zajeżdżają gronostaje I brajtszwance, Barbarossy, oxenstierny I braganze, Zajeżdżają buicki, royce'y I hispany, Wielkie wstęgi, śnieżne gorsy, Szambelany, I buldogi pełnomocne I terriery I burbony i szynszyle I ordery I sobole i grand-diuki I goeringi, Akselbanty i lampasy I wikingi, Admirały, generały, Bojarowie, Bambirały, grubasowie, Am! Ba! Sado! Rowie! Raz! Dwa! Hurra, panowie! Hurra, panowie! Hurra, panowie! I już — do loży — która? Druga... Na tajniaka tajniak mruga, Na lewo, na prawo, na le, na pra, A w środku już orkiestra gra, Orkiestra gra! Orkiestra gra! Ostro gra orkiestra-kiestra, Z czterech rogów, czterech estrad Pryska ekstra bluzgi grzmiące, Miedzią pluska i mosiądzem — I bac! W blask, w oklaski, brawo, W drgawki metalową lawą I jazz w blask, grzmiąc furioso — I nagle duszną tuberozą W krew, w nozdrza placadiutanta (Tempo: szampan, szatan, szantan) I już — wziąć, i już — udami I już — da mi! da mi! da mi! I chuć — w skok, i wzrok — kastetem I pod żyrandol piruetem — solo! solo! małpa! nie po...! buch magnezja foto ślepo uda uda da mi da mi gene orde dzwoni rami zęby śmiechem do maestra i gra orkiestra, gra orkiestra...! Ze swych wież astronomowie, Zapatrzeni w gwiezdne mrowie, W teleskopach cud ujrzeli: Małpy biegły przez firmament! W zodiakalnej karuzeli Apokaliptyczny zamęt. Na przystankach dawnych zwierząt Siadło szpetnych małp dwanaście I zaczęły małpi nierząd W planetarne siać przepaście. Obręcz niebios w pęd szalony Złe puściły małpiszony, Skaczą, kręcą się, iskają, Jak za kratą swojej klatki, I czerwone pulchne zadki Ziemi, krążąc, wystawiają. Nie ma już niebieskich znaków! Małpa toczy się w zodiaku! I wisząca ciężką zmorą Nad tą groźną nocą gwiezdną, Każe tańczyć gwiazdozbiorom, Gdy małpiarzy diabli biorą, Diabli biorą, diabli wezmą! A na scenie Satanella Chwyta gwiazdy w tamburino, Tarantella, tarantella Meteorów serpentyną, Satanella — młynek rtęci, Satanellę niebo kręci Mgławicową pienną plamą, Satanella — blasku smuga I oblana srebrną lamą Bystrych bioder centryfuga! ...Z satyrycznym erotyzmem Na tajniaka tajniak mruga. Satanellę księżyc porwał, Wzniósł ze sceny w niebo sine I nad placem teatralnym Znowu zawisł tamburinem. A tu dalej wrą w zabawie, I na scenie, rosnąc w blaski, Wybuchają białe pawie Ogniomiotem zórz bengalskich, Rozigraną wbiega sforą Tłum różowych świń z maciorą I kaczuczą i macziczą, I jak zarzynane kwiczą, Aż tancerzy diabli biorą diabli biorą diabli biorą! Potem księżyc nad Taiti I gitary na Haiti, Potem śpiewa Włoch Tęsknotti Zakochane totti-frotti, Potem duo Pitt and Kitty, Klauny się po pyskach piorą I śpiewają: I am Pitty I am Pitt I love you Kitty, Aż tancerzy diabli biorą, diabli biorą, diabli biorą! «Patrz go, jak wariata struga», Na tajniaka tajniak mruga. Brzuchem do czarnego gacha Babilońska trzęsie swacha, Chrzęszcząc w drgawkach, z małpim krzykiem, Bananowym nabiodrnikiem, Centaur wlazł na centaurzycę, Dęba stanął koń w muzyce I oderżał arię końską, Mierząc w swachę babilońską, A w basenie pełnym syren Kozłonogi pływa Sylen. Brawo! Brawo! Brawo! Brawo! Jazz — zamiecią, dym — kurzawą, Sześć tysięcy w jedno ciało Zrosło się i oszalało! Hucznie, tłusto, płciowo, krwawo, Brawo! Brawo! Brawo! Brawo! Płciowo, hucznie, tłusto, biało, Mało! Mało! Mało! Mało! I po piętrach, i przez schody Opętanym korowodem, Piekłem, żarem, pląsem, tanem, Gąsienicą — Lewiatanem, Pterofiksem, Kikimorą, Archimałpą, Zadozmorą, Szampankanem, Pankankanem Grzmocą w tempie obłąkanem, Tak że wszystkich diabli biorą, diabli biorą, diabli biorą! Przy bufecie — żłopanina, Parskanina, mlaskanina, Burbon z młodym Rastakowskim Serpentynę flaków wcina, Na talerzu Donny Diany Ryczy wół zamordowany, Dżawachadze, prync gruziński, Rwie zębami tyłek świński, Szach Kaukazu, po butelce Rumu cum spiritu vini, Przez pomyłkę tknął widelcem W cyc grafini Macabrini, Rozdzierane kaczki wrzeszczą, Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą, A najgorzej przy kawiorze: Tam — na zabój, tam — na noże, A jak złapią — szczerzą zęby I smarują głodne gęby Czarną mazią jesiotrową, A bieługi białe kłęby Żrą od razu na surowo, Bo to dobrze, bo to zdrowo! («Bycza, bracie, rzecz — bieługa!» Na tajniaka tajniak mruga.) Ćwierciomirski z Podhajdańca Sarni udziec wziął do tańca, Esterhazy, w sztok zalany, Zrobił z wędlin przekładańca I na wszystkie strony pchany Klaps go w talerz Donny Diany, W ostry sos — więc ryk pijany, Śmiech prezesów i burbonów — A nad wszystkim — pułk garsonów Fruwa zmotoryzowany. W okolicznych hotelikach Całą noc robota dzika, Seksualny kontredansik: Na momencik, na kwadransik, Na portiera tajniak mruga: Portier — owszem, portier — sługa, Ta w woalu, tamta w szalu, Na kwadransik, prosto z balu, Na momencik, ot przelotem, Szybko — i na bal z powrotem: Rotmistrz Rewski z miss Lenorą, Oxenstierna z panią Fiorą, Borys Silber z księżną Korą Na kwadransik, szofer! Wio! Potem znów ich diabli biorą, diabli biorą, diabli biorą, W wir tej nocy diabli biorą, Roztańczeni diabli bio — — —! Rąbią w ziemię Buicki, Royce'y, Akselbanty, śnieżne gorsy I buldogi i terriery, I szynszyle i ordery, Generały i wikingi, Admirały i goeringi, Bambirały, bojarowie, Deterdingi — Am! Ba! Sado! Rowie! Raz! Dwa! Hurra, panowie! Brawo, panowie! Mało, panowie! ... Raz... Dwa... Druga, panowie... Na ratuszu bije druga, Na tajniaka tajniak mruga, Na widowni i w sznurowni, I pod dachem i w kotłowni, I pod sceną i w bufecie, Na galerii i w klozecie, W kancelarii i w malarni, W garderobach i w palarni, I w dyżurce u strażaka Mruga tajniak na tajniaka... Poziewając, siedzą w szatni Czterej z gliny, dwaj prywatni, Poziewują, pogadują, Przechadzają się, pogwizdują, Pogwizdują, przechadzają się, Swym kamaszkom przyglądają się. Słowikowski z trzeciej śledczej Mówi, że mu w żółtych letczej, Czarne palą jak cholery, A najgorzej — to lakiery. Macukiewicz z jedenastki Patrzy w szpice, widzi gwiazdki: «Dobra pasta, połysk śliczny, Całkowicie elekstryczny». Szulc z ósemki ma giemzowe: «Powiedz, Czesiek, nie jak nowe? Drugi rok na co dzień noszę A raz fleki dałem — proszę!», Wańczak z piątki, zwany Blindzia, Chwali pastę marki India, Popatruje, pogwizduje: «Udibidibindia, udibindia». Kruman (karniak) nosi nowe Stebnowane, orzechowe. Ziewa — «daj płaskiego, Blindzia...» Udibidibindia udibindia... Już z ratusza bije trzecia, Senne pola dreszcz obleciał, Dzień się rodzi. Brzask przez szarość się przedziera, Owoc słońca krwi nabiera, Zaszeptały wiewem brzozy, W zagajniku ptaszek gwizdnął... Do stolicy jadą wozy Z zielenizną. Jadą wozy, poskrzypują, Ludzie drzemią, poziewują, Brzozy błyszczą białą korą, Wiatr przez owies przeszeleścił, Jadą wozy wczesną porą Do przedmieści. Trąbi auto ciężarowe, Wozy mija I na długo kurz różowy Z szosy wzbija. Chłopki suche i dostojne Idą szosą. Idą boso i na sprzedaj Masło niosą. Zapiał kogut, za nim drugi, Potem trzeci, Na pastwiska bydło gnają Małe dzieci. Przetrąbiło drugie auto Ciężarowe, Chłop prowadzi kulejącą Krowę. Skrzypią wozy, przewalają się Z boku na bok, Ludzie w chatach przewracają się Z boku na bok. Chrapie w rowie, twarzą w trawę, Ktoś pijany, Na pastwisku podryguje Koń spętany. Na kościele niebijące Wiszą dzwony, Suche pęki ziół pod krzyżem Ogrodzonym. Jakiś duży wyszedł w gaciach Przed zagrodę, Mruży oczy i tarmosi Ostrą brodę. A tam dalej stoi szkoła Murowana, W szkole mapa, bardzo pięknie Malowana. Na ćwiczenia idą żołnierze Z karabinami... «...że na tobie giną, że na tobie giną chłopcy malowani»... Skrzypią wozy, przewalają się, Pozgrzytują... «...W mieście tera rymbarbarum Duża kupujom». Skubią trawę białe kozy Wymioniaste. W sinym dymie, w złotym pyle Dzień nad miastem. Owoc pękł — i mokrym świtem Oróżowił miejską ziemię. Zawieszony pod sufitem W żyrandolu tajniak drzemie. Przez ul. Zdobywców, Przez Annasza, Kajfasza, Przez Siwą, przez św. Tekli I proroka Ezdrasza, Przez Krymską, Kociołebską, Przez Gnomów i przez Dziewic, Przez Mysią, Addis-Abebską I Łukasza z Błażewic, Przez Czterdziestego Kwietnia, Przez Bulwary Misyjne — Jadą za miasto wozy Asenizacyjne. Z facjatki budy drewnianej Tłusta panna wygląda: — Która godzina, gówniarzu? — Piąta, kurwo, piąta... I przez puste ulice Jadą dalej i dalej. Panna przed siebie patrzy I papierosa pali. Widzi dom czerwony, Nowo zbudowany, Ludzie już mieszkają W nieotynkowanym. W jednym oknie gąsiory Z wiśniakiem i jagodnikiem, Za oknem wietrzyk igra Różowym balonikiem. Na żelaznym balkonie Łbem na dół wisi zając, Łąkę przewróconą Jeszcze oglądając. Pan w spodniach, ale boso, Na drugi balkon wyszedł, Ziewa, patrzy na niebo, Szelki mu z tyłu wiszą. Chaplin, z dykty wycięty, Krzywo stoi przed kinem. Przejechał na rowerze Policjant z karabinem. Na potłuczonej szybie Sklepu z konfekcją Lolo Widać kawałek gazety: Litery IDEOLO... Widać blachę z napisem: Golenie 20 gr. Strzyżenie 40 gr. Manikir 60 gr. Przeleciała taksówka, Podskakując w pędzie, Jedzie gruby z wędką, Ryby łowić będzie. Z piwnicy wędliniarza Gorąca para wali, Panna patrzy przed siebie I papierosa pali. Nocą — tylko w kasach kolejowych Beznamiętnie Ciurkające, Zaspane, A w szulerniach gejzerem gorączkowym, A w burdelach — nieodżałowane, Na dancingach — syczące szampanem, Wytrysnęły z brzaskiem dnia — kipiące, Zapienione, robaczywe pieniądze. Z portmonetek, szuflad, kieszeni Do kieszeni, szuflad, portmonetek, Za chleb, za tramwaj, za gazetę, Za lekarstwo, za szpinak, za siennik, Do kas i z kas, Za wóz i przewóz, Do miasteczka z miasteczka, Do województw z województw, Za mleko, za gaz, Za zwierzęta, za las, Do banków, straganów, sklepików i kas I z kas, i z banków, straganów, sklepików, Do kelnerów, lekarzy, oficerów, rzeźników I znów do lekarzy, rzeźników, kelnerów, Od zdunów, monterów, do stolarzy, szoferów, Za kurs, za stół, za golenie, za drut, Za sól, za ząb, za cegłę, za but, Od ślusarza do księdza, od księdza do szklarza, Od szklarza do szewca i znów do ślusarza I znów I znów, I jeszcze raz, Za bilet, za nóż, za wodę, za gaz, Za armatę, musztardę, podkowę, protekcję, Za ślub, za grób, za schab, za lekcję, Za klej, za klamkę, za klops, za kliszę, Za papier, na którym te wiersze piszę, Za pióro, atrament, za czcionki, za druk, Za bombę, za śledzia, za radio, za bruk, I poecie — za dar, za nazwisko, za czas, I wszystkim za wszystko, z kieszeni do kas I z kas do kieszeni, na wszystkie strony, Rozdrobnione na grosze, spęczniałe w miliony, Labiryntem i mrowiem, kołowrotem splątanym, Chaosem kierunków i linii pijanych, Buchające i schnące, znikające, rosnące Zakrążyły diabelsko robaczywe pieniądze. Adiutanci poczynań i działań, i dziejów, Atakują Verdun, atakują Pociejów, Płyną na Celebes transatlantykiem I płyną rynsztokiem ulicy Dzikiej. Bułka — grosz, Wojna — miliard: Cyk! Buch! Zgierz: Asyria. «Silni jednością, Silni wolą Czuj Duch»: IDE OLO. Wije się złoty Lewiatan zły W srebrne szczury, wijąc się, zmienia, Drobnieje w bilon pcheł i wszy, I znowu w szczury zrastają się pchły, Grosze i wszy srebrzeją w kieszeniach I znów wypełzają szczurami szaremi, Za nami, przed nami, biegają po ziemi, I jak papier wyschnięty, szeleszczą, szurają I znów się w złotego potwora zlewają, Co płodzi się, ciekąc przez sioła i miasta, Rozłazi się w pędzie, rozpada i zrasta, I krąży, miliardząc, od biesa do czorta, Od czorta do diabła, rozpłodem łapczywym, I ciągnie, i wre trędowata eskorta, Skacze i plącze się konwój parszywy. Jadą ze wsi wozy Aprowizacyjne, Jadą na wieś wozy Asenizacyjne. Przy rogatce się minęły Pod szlabanem, Jak kareta ślubna z karawanem. Przyjechała na targ zielenizna, Przyjechał nawóz na pole, I zaczęła nowy dzień ojczyzna, Żeby pełnić posłannictwo dziejowe I odegrać historyczną Rolę. Rozmyślając głęboko nad rolą, Dziennikarze szybko pisali: — ideolo — ideolo — ideolo — A tancerzy w hucznej sali Jeszcze ciągle diabli brali diabli brali diabli brali. A już ludzie pracy wstali: W rzeźniach bydło zabijali, Karabiny nabijali, Interesy ubijali, Wrogom zęby wybijali, Wrogom czaszki rozbijali I do krzyża przybijali, Na stalowy pal wbijali I do grosza grosz zbijali I banknoty odbijali, Odbijali, odbijali — Precz z niedolą! Precz z niewolą! Nad poziomy! W lot i w polot! Czas uderzyć w czynów stal! Ideolo — ideolo — Udał się ten piękny bal! Ideolo — ideolo — Czynem! Duchem! Wiarą! Wolą! Hej do walki! Zniszczyć nędzę! Kupą, kupą ku potędze! Czynu! Czynu! Nic po słowie! Ducha! Ducha! Więc po głowie I kolbami, i salwami Ka Ra Bino Wymi! Raz! Dwa! Hurra, panowie! Ducha, panowie! Czynu, panowie! Raz! Dwa! Solo! Solo! Z panną Tiutką graf Ramolo! Hop! siup! W dziejowej skali, — ali, — ali, — ali, — ali, I zecerzy w całym państwie Czcionki gigant układali: I D E O L O, I D E O L O Ideolo ideali Lari fari lafirindia Udibidibindia, udibindia! Da mi! da mi! z Olą Tolo Barszczyk piją, wódę golą, A maszyna wali, wali: I D E O L O, I D E O L O Malo malo solo solo malo solo malo brawo! Kawa z rumem, koniak z kawą, Piękny Dusio z panią Violą Pod schodami się certolą I wesoło na bulwarze Pokrzykują gazeciarze: «Wielki bal z dziejową rolą!» «Dzisiaj strrraszne ideolo!» «Kurr Stołeczny Fioletowy!» «Kurr dzisiejszy; Kurr dziejowy!» «Ideoo za dziesięć groo!...» «Bal w Operze! Katastroooo!» «Kurr Poranny z opisami!» Kurdesz grzmi nad kurdeszami! Płynie na czcionki drukarska farba: IDE OLO «Ile rebarbar?» Karna Kadra Ducha Czynu «Proszę za dziesięć groszy kminu» Miecz Krzyż Duch Dziejów «Proszę za dziesięć groszy kleju» Ducha Dziejów Karne Kadry «Proszę za dziesięć groszy musztardy» Czerep rubaszny Paw narodów «Proszę za dziesięć groszy lodów» Jeden Tylko Jeden Cud — «Ober, jeszcze butelkę na lód!» I bac! bac! I plac opustoszał, I do bramy wloką truposza. I bac, bac! Zza rogu, z sieni, I w bruk, w bruk tętniącemi Kopytami bac po głowie Ka Wa Le Ryjskiemi! Raz! Dwa! Hurra, panowie! Mało, panowie! Brawo, panowie! I bac, bac! Słońce na ziemi! Człowiek na ziemi! I krew na ziemi! I bac jazz! I gra orkiestra Z czterech rogów Z czterech estrad Z czterech rogów IDE OLO A tancerzy diabli biorą! Bo patrzcie! Patrzcie, jaka sensacja! Brawo dyrekcja! Co za atrakcja! Gąsienicą hipopotamową, Glistą, na miarę przedpotopową, Na salę wpełza tłusty Jaszczur, Czołg złotociekły, forsiasty praszczur: Szczurząc i wsząc, i pchląc wspaniale, Książę Karnawał wjeżdża na salę! Tajniaki z tyłu, tajniaki na przedzie, Mlaskiem, człapem, wijąc się, jedzie, Pełznie smoczysko — a na nim okrakiem Goła, w pończochach, w cylinderku na bakier, Z paznokciami purpurowymi, Z wymionami malowanymi, Z szmaragdowym monoklem w oku, Z neonową reklamą w kroku, Skrzecząc szlagiera: «Komu dziś dać? Komu dziś dać? Komu dziś dać!» Wierzga na gęstym pieniężnym potoku Promieniejąca Kurwa Mać! I nagle — kotłującym ściskiem Rzuciła się sala z piskiem, wizgiem! Pianą zieloną pryska z pyska, Kopie, szarpie, krzesłami ciska, Tratuje, gryzie wściekłymi kłami, Nożami błyska, tłucze pałkami, Na zakrwawionym śliskim parkiecie Tarza się, tapla się, dusi i gniecie, Mordem i smrodem pozycje zdobywa I z cielska potwora łapami wyrywa Złotą juchą ociekające Wrące szczurami i wszami pieniądze I żre, i chłepce wydarte kawały; Aż ryczy ze śmiechu Odwłok Wspaniały, Kipiący bezmiarem metalu, I dalej się wije i tłuszczem obrasta, I nonszalancko ogonem chlasta Największa atrakcja Balu! I przyśpiewuje «Komu dziś dać? Komu dziś dać? Komu dziś dać?» Promieniejąca Kurwa—Mać Kurwa — Mieć Kurwa — Brać! «Jak bal, to bal! Maestro, wal! Grubasku, teraz solo! O, IDEOL! O, IDEAL! Takie małe, słodkie IDEOLO!». I gdy w strop szampitrem strzelił Metaliczny tusz kąpieli, Ani się nie obejrzeli, Ani zdążył z żyrandziaka Mrugnąć tajniak na tajniaka — Jak błyskawicowym zdjęciem, Foto-ciosem, blasku cięciem Wszystkich wszyscy diabli wzięli diabli wzięli diabli wzięli Aż ze śmiechu małpy spadły Z zodiakalnej karuzeli.
Źródło wydania: Julian Tuwim, Bal w operze, wyd. Czytelnik, Warszawa 1982.
Bal w operze – analiza utworu
Tuwim zastosował w utworze lirykę pośrednią – odbiorca ma do czynienia z wszechwiedzącym trzecioosobowym narratorem, który obserwuje wszystkie toczące się w tekście wydarzenia i relacjonuje je w ironiczny, satyryczny sposób.
Utwór ma wyraźnie zarysowaną rytmikę, z łatwością się go recytuje. Został on podzielony na jedenaście części. W większości strof pojawiają się krzyżowe rymy abab, nie jest to jednak stała reguła. Tekst jest dźwięczny, nagromadzono w nim wiele głosek szczelinowych.
Tuwim posługuje się bogatym, zróżnicowanym językiem i licznymi środkami stylistycznymi. Są to oczywiście niezliczone epitety, na przykład “najwyższy protektorat”, “łydki słodko drżą”, “Apokaliptyczny zamęt” czy “czerwone pulchne zadki”. Pojawia się w tekście peryfraza: opis “czarną mazią jesiotrową” zastępuje słowo kawior, co nadaje wierszowi barkowej zawiłości. Język, którym posługuje się Tuwim, oparty jest na mocnym kontraście – równocześnie pojawiają się w nim wulgaryzmy i język literacki, co wywoływać może u odbiorcy dyskomfort i szok.
Zastosowane zostały też makaronizmy ( “I am Pitty I am Pitt I love you Kitty”, “w paltocikach Burberry”, “zajeżdżają Buicki, Royce’y i Hispany”) oraz neologizmy (“ideolo”), które ubogacają i komplikują tekst i jego odbiór. Emocje wzbudzają wykrzyknienia: “Co za gracja! Co za władza! Co za pompa! Jezu Chry…!”. Poeta licznie korzystał z anafor i powtórzeń (“Komu dziś dać? Komu dziś dać?”, “Hurra, panowie! Hurra, panowie! Hurra, panowie!”. Wyliczenia pomagają narratorowi w szczegółowym opisie rzeczywistości.
Bal w operze – interpretacja wiersza
Podmiot liryczny przedstawia czytelnikowi sytuację tytułowego balu w operze, w trakcie którego widoczny jest przekrój całego ówczesnego społeczeństwa i jego wad. W wierszu mieszają się ze sobą elementy rzeczywiste z fantastycznymi (małpy na nieboskłonie). Tuwim wywołał oburzenie zestawiając ze sobą treści wulgarne z religijnymi (we wstępie poeta zawarł fragment Apokalipsy świętego Jana), zmieszał ze sobą sacrum i profanum, co wielu odbiorcom wydaje się obrazoburcze. Głosy sprzeciwu pojawiły się także wśród osób, którym nie podobała się diagnoza społeczeństwa, jaką Tuwim postawił w swoim dziele.
Poeta napisał bowiem polityczny pamflet na sanację i kapitalizm, dał wyraz sprzeciwu wobec rodzącego się w dwudziestoleciu międzywojennym faszyzmu. Zaznaczył również wulgarność i upadek obyczajów wśród współczesnych mu ludzi, postawił lustro przed wyższą klasą społeczną, której nie spodobało się to, co w nim zobaczyła. Ludzie opisywani w wierszu są ubrani bowiem w kosztowne ubrania, jeżdżą drogimi samochodami i bawią się w operze, ale ich zachowanie daleko odbiega od wysokich standardów.
Poeta wypunktował ich konsumpcjonizm, przywiązanie do rzeczy materialnych i pieniędzy. Uczestnicy balu opisani są jako anonimowy tłum, zlewająca się ze sobą masa bez indywidualnych charakterów. na ich tle wyróżniają się tak zwani tajniacy – szpiedzy, który cały czas są na posterunku i kontrolują, co się dzieje w operze. Jest to komentarz do sytuacji politycznej, jaka panowała w kraju w trakcie dwudziestolecia międzywojennego. Pojawia się także krytyka zawodu dziennikarza- nierzetelnego, czyhającego na nowe sensacje, chcącego za wszelką cenę być pierwszym na miejscu wydarzenia, bez poszanowania dla kodeksu etycznego.
Opis balu i jego uczestników jest mocno przerysowany, wręcz groteskowy i ma nieść ze sobą wartość dydaktyczną. Poeta punktuje ich grzechy – pychę, obżarstwo, rozpustę, skupienie się na cielesności, którą Tuwim opisał w wyjątkowo odrzucający sposób, dając wyraz jej niemoralności. Cała opera, miasto, a nawet niebiosa zdają się ciążyć w kierunku nieuchronnej katastrofy, wywołanej ich niestosownym, pełnym przepychu i iluzji stylem życia – co podkreśla nawiązanie do Apokalipsy świętego Jana we wstępie utworu. Ostatecznie wiersz kończy się Sądem Ostatecznym, w wyniku którego elita ponosi odpowiednią karę i zostaje zabrana wprost do piekła. Jest to bardzo wymowne podsumowanie tego, jak podmiot liryczny odbiera klasę wyższą.
Tuwim napisał więc wybitny pamflet polityczny, w którym celnie skrytykował wady klasy wyższe, nastawionej tylko na życie w bogactwie i przepychu, grzeszącej nieumiarkowaniem. Poeta obserwował i komentował w ten sposób czasy, w których żył, gdy rządziła sanacja, a w Europie rodził się już faszyzm. Utwór wywołał wśród czytelników oburzenie, związane z jego wulgarnością i brakiem szacunku do motywów religijnych.