Tren XIX – interpretacja

„Tren XIX (albo Sen)” zamyka cykl „Trenów” wydanych w 1580 roku. Jan Kochanowski podsumowuje w nim swoje cierpienie i odnajduje ukojenie w bólu. Podmiot liryczny godzi się całkowicie ze stratą i powraca do życia sprzed tragedii. Choć nie jest ono takie samo, chce przestrzegać swoich wcześniejszych wartości, takich jak stoicyzm czy pobożność.

Tren XIX — analiza i środki stylistyczne

Utwór odmienny charakter i układ od poprzednich osiemnastu wierszy cyklu. Wypełnia on funkcję odnalezienia pocieszenia, czyli consolatio oraz napomnienia moralnego dla exhortatio. Forma gatunkowa zastosowana przez artystę wywodzi się z antycznej Grecji. Poza wymienionymi dwoma elementami pojawiały się również exordium, czyli przedstawienie zmarłego, laudatio ukazujące jego zasługi oraz compolaratio, które demonstruje żal podmiotu lirycznego.

Epicedium składa się z 158 wersów zapisanych stroficznie w trzech zwrotkach.  Pod względem długości również wyróżnia się na tle zbioru, bez żadnych wątpliwości można go uznać za najobszerniejszy tren. Różni się również sposób prezentowania sytuacji lirycznej. Osoba mówiąca w poprzednich utworach ukazywała swoje uczucia i poglądy w sposób bezpośredni, tutaj natomiast ukazuje wizję, jaka ukazała się jej we śnie. Jest to więc relacja z widzenia, jakim został obdarzony. Miesza on lirykę bezpośrednią z pośrednią, dlatego że choć nie można uznać go za bezpośrednio obecnego w wizji (w większości zastosowano mowę zależną), wyraża się w pierwszej osobie liczby pojedynczej („Oczu mi nie dała / Zamknąć”, „Orszulę moję”, „Patrzę, co dalej będzie”). Tren został zapisany trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie (7+6) popularnym w polskiej literaturze dzięki renesansowemu poecie.

W pierwszych trzynastu wersach poeta utożsamiany z podmiotem lirycznym wprowadza odbiorcę do sytuacji lirycznej. Opowieść osoby mówiącej ma charakter obiektywny, nie wyraża on swoich osądów, a jedynie relacjonuje wydarzenia ze swojego snu. 

Dominująca część utworu to monolog bohaterki lirycznej do swojego syna, czyli Kochanowskiego. Większość apostrof („nie wiem czemu / Tobie ma być, synu mój, najciężej jednemu”, „Śpisz, Janie?”, „Twój nieutulony / Płacz”, „Przyniosłam Ci na ręku wdzięczną dziewkę twoją”, „O to ty się nie frasuj”, „Czegóż płaczesz” itp.) obecnych w utworze skierowanych jest właśnie do niego. Obfituje on także w inne środki stylistyczne, takie jak pytania retoryczne („Śpisz, Janie? Czy Cię żałość twoja zwykła piecze?”, „Miałby zginąć ani na miejsca swe wezwany?”, „Mogło porównać z twoim dzisiejszym kłopotem?”, „Czegóż płaczesz, prze Boga?”, „Czegoż nie zażyła?”, „Czy je rodzić, czy je grześć?” etc.), wykrzyknienia (np. „Czego ty doznać możesz sam z siebie napręcej!”, „Nie rzeczesz tego, widzę!”, „I tak stateczność jest droższa!”, „ani stąd używaj żałości!”), ale także epitety („sen leniwy”, „skrzydły czarnawymi”, „giezłeczko białe”, „włoski pokręcone”, „twarz rumiana”, „łzy gorzkie” itp.) i metafory („noc oczu”, „sen leniwy obłapił skrzydły” itd.). W całym utworze obecne są także powtórzenia („Czegóż płaczesz, prze Boga? Czegóż nie zażyła?”, „czy je rodzić, czy je grześć?”, „tu troski nie panują, tu pracej nie znają […]”), anafory („tu”, „rozkoszy”, „że”, „A”) i przerzutnie („Zatym-em ciężko westchnął i tak mi się zdało, / żem się ocknął”, „a tę swoją / serdeczną żałość ujął”), podkreślające znaczenie najważniejszych fragmentów, które mogłyby umknąć czytelnikowi. 

Tren XIX albo sen — interpretacja utworu

Tren przedstawia wizję senną, jaką został obdarzony Kochanowski. Ukazuje mu się zmarła matka, trzymająca na rękach ukochaną Urszulkę. Cała sytuacja wydaje mu się tak realna, że nie ma pewności, czy to widzenie, czy jawa. Bez względu na to, spotkanie to przynosi mu spokój i ukojenie.

Utwór trzeba rozważać w kontekście poprzednich wierszy z cyklu. Monolog matki, który jest większą częścią całego trenu, odpowiada na pytanie z „Trenu X” („Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi się podziała?”) oraz błaganie z tegoż („Pociesz mię, jako możesz, a staw się przede mną / Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną”). Rodzicielka pokazuje mu, że jego córka trafiła do nieba i wraz z babcią spędza czas w raju. Pociesza go, że dziewczynce nigdzie nie będzie lepiej, niż tam. Nie ma tam pracy, chorób, bólu i cierpienia. Każdy rodzic chce uchronić przed tym dziecko, dlatego te słowa mają ukoić niepokój o los Urszulki. Babcia dziewczynki nawiązuje także do trenów z części compolaratio, demonstrujących jego żal i tęsknotę po stracie córki. 

Pani Kochanowska dalej także podnosi swojego syna na duchu. Tłumaczy mu, że tak po prostu musiało być, taka była boża wola i nie ma co z nią dyskutować. Z jej słów wynika, że sama nie ma pewności, dlaczego tak dokładnie się stało, ale Bóg musiał mieć powody, by tak właśnie postąpić. To także można uznać za bezpośrednią odpowiedź na jeden z trenów, konkretnie czwarty, gdzie widać było jego niezgodę i poczucie niesprawiedliwości w odejściu dziecka. 

Ciężko stwierdzić, o ile widzenie to faktycznie miała miejsce, a o ile była to jedynie artystyczna wizja poety z Czarnolasu, jednak spełnia ono swoją funkcję — przynosi mężczyźnie ukojenie. Sam także nie wydaje się uznawać tego za niezbity dowód na istnienie nieba i potwierdzenie jej życia wiecznego, a jedynie wyraz nadziei i marzenia, że córka znajduje się w lepszym miejscu, gdzie już nie cierpi. 

Filozoficzny fundament wiersza opiera się na założeniach i wartościach chrześcijańskich. Pojawia się wiele aluzji do katolickiej wizji świata (raj, modlitwa, słowa z księgi rodzaju „bo prochem jesteś i w proch się obrócisz”, dusza itp.), jak również bezpośrednie słowa na temat Boga i jego planu w zabraniu Urszulki z tego świata. Kochanowski powraca więc na łono kościoła, co widać także w poprzednim „Trenie XVIII”, gdzie zwracał się w formie modlitwy do Stwórcy. Matka także cieszy się, że powraca on na tory swoich poprzednich wartości i zasad. 

Napomnienie moralne płynące z monologu można spuentować antyczną myślą carpe diem, czyli chwytaj dzień. Użalanie się nad losem zmarłej nic już nie da, a życie toczy się dalej. Należy powrócić do codzienności, „nosić ludzkie”, jak stwierdza bohaterka liryczna pod koniec trenu. Podobny nastrój prawdopodobnie towarzyszył samemu Kochanowskiemu, który odnalazł spokój duszy i chęć do dalszego życia. 

Dodaj komentarz