Jaką po­sta­wę przyj­mu­je czło­wiek w ob­li­czu cier­pie­nia in­nych? Roz­waż pro­blem i uza­sad­nij swo­je zda­nie, odwołu­jąc się do frag­men­tu Dżumy Alberta Camusa oraz do wy­bra­nych tek­stów kul­tu­ry.

To, jakimi jesteśmy ludźmi, jest definiowane w głównej mierze przez to, jak postępujemy wobec innych ludzi, ludzi słabszych, potrzebujących pomocy, niedomagających, chorych. To właśnie te momenty nas „sprawdzają”, mówią nam samym, ile jesteśmy warci. Warto jednak w takiej refleksji nie patrzeć na rzeczywistość zerojedynkowo, ponieważ bardzo rozmaite są formy ludzkiego cierpienia i równie wiele jest postaw, jakie człowiek może wobec niego przybrać. Refleksje nad bardzo wieloma z nich podejmuje Albert Camus w swojej genialnej powieści pt. Dżuma. A zatem – jakie postawy przyjmuje człowiek w obliczu cierpienia innych?

Dżuma to powieść o tym, jak miasto Oran zostało dotknięte epidemią tytułowej choroby. Autor, Albert Camus, w mistrzowski sposób użył przestrzeni zamkniętego miasta odizolowanego od świata do tego, by przyjrzeć się w tych „laboratoryjnych” warunkach ludzkim postawom, motywacjom i charakterom, które są wystawione są na moralną próbę przez ekstremalną sytuację, w której się znaleźli. To powieść głęboko filozoficzna, która daje do myślenia czytana w każdych czasach, mimo że napisana została blisko osiemdziesiąt lat temu. Uniwersalne dzieło Camusa do dziś wzbudza kontrowersje i skłania do refleksji na temat szlachetności, poświęcenia i granic moralności w życiu. 

W powyższym fragmencie mamy do czynienia z sytuacją, w której główny bohater powieści, Bernard Rieux, rozmawia z dziennikarzem Rambertem. Rozmowa ta jest w pewien sposób przełomowa dla nich obu, ponieważ Rieux był od początku bardzo zaangażowany w leczenie chorych i w walkę z epidemią dżumy, poświęcał się temu w całości nie zważając na ryzyko, natomiast Rambert był osobą, która od początku epidemii chciała z zarażonego miasta jak najszybciej uciec. Człowiek ten pracował jako dziennikarz i trafił do Oranu na kilka tygodni przed wybuchem epidemii, by napisać reportaż na temat związany z miastem. Nieszczęśliwy dla niego zbieg okoliczności sprawił, że właśnie w tym czasie uderzyła w Oran dżuma i miasto zostało zamknięte w celu ujarzmienia epidemii. Rambert z początku był zrozpaczony, ponieważ został w ten sposób pozbawiony możliwości powrotu do ukochanej kobiety, która została na wolności, w zupełnie innym mieście. Przebiegły dziennikarz przez dłuższy czas szukał rozmaitych, głównie nielegalnych sposobów na wydostanie się z miasta. Na okrągło powtarzał, że nie pochodzi z tego miasta i nie jest z nim w żaden sposób związany, znalazł się w nim przypadkiem i nie widzi sensu w umieraniu razem z jego mieszkańcami. Kiedy jednak wizja nielegalnego wydostania się z Oranu stała się w końcu prawdopodobna , w Rambercie zaszła diametralna zmiana. rezygnował on z ucieczki, a zapytany przez Rieux o powody swojej decyzji powiedział, że nawet gdyby udało mu się wydostać z miasta i dotrzeć z powrotem do kobiety, którą kochał, nie mógłby być z nią szczęśliwy, bo byłoby mu wstyd, że uciekł od ludzi, zamiast spróbować im pomóc choćby w najmniejszym stopniu. To bardzo szlachetna postawa, której Rambert zresztą później nie porzucił i rzeczywiście zaangażował się z pomoc obcym ludziom w obcym mieście. 

Inną powieścią, która mówi dużo o postawach, które człowiek może przyjąć w obliczu cierpienia innych ludzi, jest niewątpliwie Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Opowiada o brutalnej rzeczywistości sowieckich łagrów i osadzonych w nim ludzi, którzy przez długie lata musieli znosić ciężkie warunki, głód, upokorzenia i przemoc. Niektórzy z więźniów łamali się duchowo i albo zaczynali współpracować z władzami łagru licząc na lżejsze traktowanie lub inne benefity, albo wykorzystując przewagę fizyczną, wykorzystywali słabszych, okradali i bili mężczyzn, lub gwałcili kobiety. Była tam jednak inna grupa więźniów, którzy nawet w tak drastycznych warunkach, w jakich przyszło im żyć, starali się zachować godność. Polegało to zaś bardzo często na pomocy bardziej cierpiącym, bardziej chorym, słabszym, bardziej potrzebującym. Więźniowie nie mieli zbyt wielu możliwości, ale czasem nawet najmniejszy gest solidarności lub wsparcia był tym szczegółem, który pozwalał im myśleć o sobie nadal jako o ludziach, nie jako o zwierzętach, których jedynym instynktownym celem jest przetrwanie za wszelką cenę. 

Postawy przyjmowane przez jednych ludzi w obliczu cierpienia innych potrafią być przeróżne. Niektóre straszne, jak w przypadku ludzi kolaborujących z władzą w łagrach, inne szlachetne, jak w przypadku ludzi pomagających innym nawet w rzeczywistości obozowej, jeszcze inne dające nadzieję, jak w przypadku dziennikarza Ramberta, która na początku ignorował cierpienie, którego był świadkiem w Oranie, później jednak zmienił podejście i nie dość, że nie uciekł mimo posiadania takiej możliwości, to jeszcze sam z narażeniem swojego życia i zdrowia zaangażował się w pomoc w walce z dżumą. Można tylko powtórzyć słowa słynnej piosenki śpiewanej niegdyś przez Czesława Niemena, można mieć nadzieję, że „ludzi dobrej woli jest więcej”. 

Dodaj komentarz