Czy w miłości lepiej słuchać głosu rozsądku, czy też oddać się namiętności? Rozważ problem i uzasadnij swoje stanowisko, odwołując się do podanego fragmentu Lalki, całego utworu Bolesława Prusa oraz innego tekstu kultury

Rodzajów miłości jest chyba tyle, ilu jest ludzi, którzy kiedykolwiek kochali. Każdy z nas odczuwa to bardzo silne uczucie na swój własny indywidualny sposób i ma do tego święte prawo. Wielu jednak myślicieli zastanawiało się na przestrzeni wieków, czy warto w miłości kierować się tym nieprawdopodobnie silnym impulsem, dzięki któremu czujemy się niezwyciężeni, ale który jednak z biegiem czasu traci na mocy i zostaje zastąpiony przez wzajemny szacunek i przywiązanie, czy też może lepiej od początku podchodzić do zagadnienia na chłodno i bardziej zdroworozsądkowo? Echa tych rozważań odnajdujemy w wielu dziełach literackich, m.in. w najwybitniejszej powieści polskiego pozytywizmu, czyli Lalce Bolesława Prusa. 

Głównym bohaterem Lalki Bolesława Prusa jest Stanisław Wokulski, bogaty przedsiębiorca, który nieszczęśliwie zakochał się w zubożałej arystokratce, Izabeli Łęckiej. Mężczyzna przez bardzo długi czas robił wszystko, żeby przypodobać się kobiecie, narażał się na utratę pieniędzy i reputacji, a nawet pojedynkował się na śmierć i życie w obronie jej honoru, ona jednak bawiła się tylko jego uczuciami, wymuszając kolejne kosztowności i upokarzając go. Wokulski był typowym przedstawicielem pozytywizmu: wiedział, że dobrobyt bierze się z ciężkiej pracy, więc pracował do upadłego, pomagał tym, których w życiu spotkały nieszczęścia, doceniał rangę solidnego wykształcenia, angażował się społecznie. Tylko w kwestii miłości pozostał romantykiem, a jak wiemy romantycy w miłość angażują całych siebie i to ekstremalne zaangażowanie przepala ich w końcu od środka. Tak było również w tym przypadku. Wokulski nie zważał na wydatki, na upokorzenia i na reputację, jeśli te niedogodności miały zaprowadzić go do serca Łęckiej. Tak się jednak nie stało i zamiast przed ołtarz, zadufana w sobie, pusta dziewczyna zawiodła go do próby samobójczej. 

W podanym powyżej fragmencie, jesteśmy świadkami rozmowy Stanisława Wokulskiego z jego współpracownikiem i wieloletnim przyjacielem, Ignacym Rzeckim. Panowie spierają się, ponieważ Rzecki uważa, że Wokulski powinien nieco opamiętać się w zabieganiu o względy Łęckiej (głównie chodziło tu o zabieganie polegające na wydawaniu wielkich sum pieniędzy, by zaimponować młodej arystokratce i jej ojcu). Mówi młodszemu przyjacielowi, że w ten sposób może on łatwo zostać wykorzystany i zraniony. Rzecki powołuje się na własne doświadczenia z młodości, kiedy równie romantycznie i mocno był zakochany w pewnej kobiecie. Ta jednak wykorzystywała go, a potem zdradzała i upokorzyła. Rzecki nigdy nie podniósł się z tego upokorzenia i do końca życia pozostał kawalerem. Wokulski jednak niesiony ogromną namiętnością odpowiada staremu subiektowi, że jeśli będzie mu się tak podobało, to przetraci na rzecz Izabeli całą swoją fortunę. Teraz bowiem interesuje go tylko zdobycie własnego szczęścia, skoro tyle zrobił dla społeczeństwa i dotąd nie otrzymał za to żadnej wdzięczności. Trudno byłoby rozstrzygnąć, który z mężczyzn ma rację, gdyby nie fakt, że z dalszego ciągu powieści Prusa wiemy, jak tragicznie skończyła się fascynacja Wokulskiego Izabelą Łęcką. 

Romeo i Julia to dramat WIlliama Szekspira opowiadający o nieszczęśliwej miłości dwojga młodych ludzi, którzy nie mogli realizować swojego uczucia, ponieważ pochodzili z dwóch zwaśnionych ze sobą rodzin. Byli jednak młodzi i kierowała nimi naprawdę wielka namiętność, więc nie można się dziwić, że pragnęli się nawzajem ze wszystkich sił i byli w tym pragnieniu bardzo niecierpliwi. Doprowadziło to do zaostrzenia konfliktu pomiędzy Kapuletami i Montekimi, a w konsekwencji zaprowadziło do śmierci wielu osób, w tym również przypadkowej i absolutnie niepotrzebnej śmierci dwojga tytułowych bohaterów dramatu. Tragedii na pewno dałoby się uniknąć, gdyby zakochani byli w stanie nieco powściągnąć kierującą nimi namiętność, być może czas okazałby się dla nich łaskawy i doprowadziłby do załagodzenia konfliktu między rodzinami, a wtedy pojawiłyby się bardziej sprzyjające ich miłości okoliczności. W ty więc przypadku również zbytnie zaufanie namiętnej stronie zakochania, nie przyniosło głównym zainteresowanym pozytywnych rezultatów. 

Uważam, że zakochanie i wiążąca się z nim ogromna namiętność to rzeczy bardzo piękne i doniosłe, których każdemu należy życzyć, ale nie powinny one być jedynymi wyznacznikami tego, co dzieje się między dwojgiem ludzi. Bez niezbędnej dozy zdrowego rozsądku i chłodnego spojrzenia na sytuację, można bardzo łatwo skrzywdzić drugą osobę, a jeszcze łatwiej – samych siebie, jak to stało się w przypadku Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej. Dlatego też jestem zdania, że w miłości powinno się przede wszystkim słuchać głosu rozsądku, a namiętności pozwalać brać górę wówczas, gdy jesteśmy już pewni miłości drugiej osoby i tego, że jest nam szczerze oddana tak, jak my jej. Mam nadzieję, że przy pomocy powyższych przykładów udało mi się udowodnić, że właśnie takie podejście jest najrozsądniejsze. 

Dodaj komentarz