Opis dworku Gąsowskich w Bejgole

Dworek we wsi Bejgoła oraz przylegające do niego obszary, były rodową własnością rodu Gąsowskich, którzy wywodzili się z polskiej szlachty. Głównym spadkobiercą majątku i jego nadzorcą był Iwo Gąsowski, brat profesora Pawła Gąsowskiego. Nie wypełniał on jednak dobrze swoich obowiązków gospodarza i nie dbał o majątek, ponieważ zajęty był swoją obsesją, którą było prowadzenie nieskończonych matematycznych obliczeń. Przez ten fakt dwór i jego okolice zapadały się coraz bardziej w ruinę, co spotykało się z niepokojem profesora. 

Przede wszystkim uwagę zwracało zaniedbane otoczenie dworku. Zaniedbany park coraz bardziej pochłaniany był przez dziką roślinność. Po całym majątku przewalały się stosy słomy, gdzieniegdzie można było napotkać niesprzątnięty nawóz. Budynki gospodarcze chyliły się ku upadkowi, a ewentualne szkody naprawiane były prowizorycznie, co jeszcze bardziej szpeciło wizerunek majątku. Sam dworek również nie był wzorem uporządkowania. Wejście podtrzymywane było przez dwie drewniane kolumny, które sprawiały wrażenie jakby w każdej chwili mogły się zawalić. Dom spowity był w dzikie pnącza oraz nieuporządkowaną roślinność, która wydawała się powoli go pochłaniać. 

Dwór sam w sobie był niski, w jego wnętrzu panował ogólny rozgardiasz spowodowany wielką ilością historycznych i pamiątkowych mebli, o które jednak mało kto dbał, a który miały już swoje lata. W dodatku nikt nie troszczył się o ich restaurowanie, więc krzesła skrzypiały, a obicia foteli były już dawno wypłowiałe. Dom sprawiał wrażenie wiecznie zakurzonego, wręcz muzealnego. Na ścianach wisiały portrety przodków Gąsowskich dla podkreślenia ich szlacheckiego pochodzenia. Wiele elementów wystroju świadczyło o bardzo patriotycznym, typowo polskim charakterze zamieszkującej dwór rodziny. Wnętrza były przestronne i niskie, dawały uczucie przyjemnego chłodu, pożądanego zwłaszcza latem. 

Dwór państwa Gąsowskich sprawiał smutne wrażenie dawnej potęgi, która zapadała się przez fakt, że nikt o nią odpowiednio nie zadbał. Na szczęście pod koniec powieści Kornela Makuszyńskiego, gospodarz majątku, Iwo Gąsowski, dzięki rozmowie z bratem uświadamia sobie, że zaniedbał swoje obowiązki i jeśli nie podejmie się pracy, to dziedzictwo rodowe po prostu zmarnieje i przepadnie. Jego zmiana dawała nadzieję, że przyszłość dworu potoczy się jednak w dobrym kierunku. 

Dodaj komentarz