Wielka Improwizacja streszczenie i interpretacja

Interpretowana „Wielka Improwizacja” stanowi jeden z najważniejszych elementów trzeciej części „Dziadów” Adama Mickiewicza. Początkowo nie stanowiła integralnej części dramatu wydanego w 1832 roku w Dreźnie (czasem nazywana dziadami drezdeńskimi), dodana po trzecim wydaniu (wraz z Ustępami). Jako oddzielny utwór nosiła miano „Improwizacji”. Przedrostek „Wielka” ma pokazać rangę tekstu oraz zestawienie z „Małą Improwizacją” ze sceny I. Konrad jest tu elementem rozrachunku z romantyczną koncepcją artysty i przewodnika narodu, która była w tej epoce wyjątkowo popularna. 

Wielka improwizacja — streszczenie 

Wielka Improwizacja rozpoczyna się w scenie II, kiedy Konrad zostaje sam po spotkaniu bożonarodzeniowym wraz z innymi więźniami. Swój monolog wygłasza w swej klasztornej celi zakonu bazylianów w Wilnie, który został zmieniony na więzienie carskie. 

Bohater opowiada o samotności, która ze względu na wybraną przez niego drogę jest nieodłączną częścią jego życia (niezrozumienie ze strony otoczenia). Rozprawia na temat swej roli jako poety w społeczeństwie. Nie zazdrości popularności innym twórcom, ponieważ dla niego esencją pisania jest wyrażanie swoich emocji. Gdy ktoś robi to dla poklasku, w celu przypodobania się szerokiej grupie odbiorców, tak naprawdę nie może być szczęśliwy. Choć jego poezja jest trudna i niezrozumiała, nie zraża go to. Uważa wręcz, że jeśli ktoś czyta jego twórczość i tak nie może jej pojąć. Słowa są ograniczone, nie mogą wyrazić jego uczuć, dlatego przeinaczają sens. Literaturę porównuje do emocji, które znajdują się w duszy i budują sens istnienia. Zwraca się do niej bezpośrednio (nazywa ją pieśnią). Porównuje swą poezję do gwiazd niewidocznych na niebie, których nie można dojrzeć nawet z teleskopem. Konrad nie potrzebuje ludzkiej aprobaty, znajduje się w jego sercu i świeci jak gwiazdy.

Dużą uwagę przywiązuje do swojej potęgi. Jest świadomy swej wyjątkowości. Zwraca się bezpośrednio do Boga i natury, którzy jako jedyni są godni jego twórczości. Nazywa się mistrzem, wielkim kreatorem. Wydaje mu się, że z pomocą duszy obraca gwiazdami, kreuje nową rzeczywistość, przypomina mu to komponowanie muzyki. Wpatruje się w swoje dzieło, niewidzialne dla ludzi. Jego zdaniem poezja wyraża żal towarzyszący ludzkości od zawsze. Dźwięk symbolizuje tu myśli i słowa poetyckie. Uważa się za wyjątkowego, ponieważ ma świadomość poetycką, która jego zdaniem sprawia, że jest godny nawiązania dialogu z Bogiem. Pragnie tego, dlatego zachęca go, by dostrzegł jak świetnie radzi sobie ze słowami. Konrad jest pewny, że tworzy nowy świat. Stawia się w roli ojca, ponad wszystkimi artystami świata. Krytykuje mędrców i proroków, którzy nie zasługują na taką chwałę, ponieważ są mniejsi niż on. 

Konrad odczuwa, że dziś jest szczyt jego możliwości, staje się gotowy na konfrontację z Bogiem. Nazywa to „Chwilą Samsona”. Chciałby wzlecieć jak ptak i wznieść się nad ziemię — dostać się do samego Boga i porównać swoją wielkość do Stwórcy. Jego prawe skrzydło oznacza przyszłość, lewe przeszłość. Zdoła wejrzeć w jego królestwo, wydaje mu się, że w nim jest, a udało mu się to mimo człowieczeństwa. 

Jedynie dusza dotarła do Boga, serce zostało w ojczyźnie. Dalej podkreśla wielką miłość do ojczyzny, kocha wszystkich rodaków. Darzy ich miłością, pragnie ich szczęścia, wyzwolenia. Nie wie, jak powinien to zrobić, dlatego udał się do Stwórcy. Wie, że ma moc (talent poetycki), potrzebuje teraz jedynie wiedzy. Również otrzymał oko, które jest symbolem wiedzy i możliwości boskich. Jego zdaniem może tworzyć szlaki chmur, rządzić kluczami ptaków na niebie, co dla niego pokazuje, że jego wola jest ważniejsza niż Boga. Stawia swoje siły na równi, ponieważ może tworzyć własną wizję świata za pomocą poezji. Chce władać ludzkimi duszami w sposób absolutny, niemal tyrański tak jak Stwórca. Zarzuca mu skazywanie ludzi na cierpienie i sądzi, że zrobiłby to lepiej niż on. Domaga się władzy, żąda spotkania z nim, lecz Bóg milczy. Przez tę ciszę bluźni, zarzuca mu brak miłości. Mądrość, którą ma Stwórca, jest ważna, lecz może prowadzić do zła (proch, trucizna).

Zauważa swą wielką wrażliwość, ale i krótkie życie otrzymane od Pana. Przypominają mu one iskrę, chwilę. Wieczność też uważa za iskrę w porównaniu do potęgi bożej. 

Wokół Bohatera gromadzą się dobre i złe duchy. Po prawej stronie znajdują się anioły, z lewej zaś diabły. Konrad znów wzywa Boga, zarzuca mu strach przed nim, choć walczył przecież z samym szatanem. Czuje się odrzucony, wzgardzony. Gotów jest wyzwać Stworzyciela na walkę serc w przeciwieństwie do Szatana, który walczył z nim na rozumy. Chce mu udowodnić, że ma w sobie więcej miłości. Mówi o sobie „Milijon”, ponieważ za wszystkich rodaków kocha i cierpi. Widzi ojczyznę, która jest spętana łańcuchami przez zaborców. Swe cierpienie na ten widok porównuje do matki, która nosi w sobie chory płód. Wątpi w bożą nieomylność, znów wyzywa Boga za brak reakcji na mękę Polaków. Jemu zaś zależy na szczęściu ludzi, a zachowanie Stwórcy sprawia, że ma wątpliwości czy on również ma takie intencje. Walka duchów o duszę Konrada wzmaga się, zaczynają coraz częściej się odzywać. Bohater grozi, że strzeli w Boga nabojem uczuć. Chce nazwać go carem, lecz traci przytomność i zdanie dokańcza za niego diabeł. Inne złe duchy złoszczą się, ponieważ gdyby wypowiedział to słowo, dostałyby jego duszę. Do celi wchodzi ksiądz Piotr, zaniepokojony zemdleniem Konrada. Diabły postanawiają się ukryć. 

Wielka improwizacja — analiza tekstu

Tekst jest improwizacją, czyli tekstem poetyckim wygłoszonym bez przygotowania. Konrad w przypływie chwili odnajduje natchnienie podczas spotkania z innymi więźniami w scenie I, które rozwija się w scenie II. Nasila się ono, gdy przebywał samotnie w celi, co widać również w kompozycji. Monolog nabiera na sile, napięcie wzrasta do punktu kulminacyjnego pod koniec utworu, kiedy Konrad traci przytomność. Scena jest autotematyczna, mówi o procesie tworzenia i sztuce. Odrzuca tu podstawowe przyjęte funkcje artysty, m.in. tworzenie dla odbiorcy. Jego poglądy szokują. Posługuje się metaforą z pieśni Horacego (świadczy to o dużej wiedzy), który zmienia się w łabędzia. Podkreśla samotność i alienacje artystów. Nie chce tworzyć dla poklasku, wie, że będzie niezrozumiany. Co więcej, chce tego i uważa to za swoją dobrą cechę. 

Jego indywidualizm sprawia, że stawia się na równym Bogu, wywyższa się. W apogeum natchnienia domaga się wizji boskiej, lecz ona nie przychodzi, ponieważ jest pyszny i dumny. Przez to, że ich nie otrzymuje, ośmiesza go i bluźni przeciw niemu. Zaczyna udowadniać mu, że stworzyłby lepszy świat. Pragnie absolutnej władzy nad duszami, co tworzy paradoks jego nienawiści do cara — tak naprawdę sam chciałby takiej władzy. Jako romantyczny indywidualista ponad wszystko chce działać sam, co jest jego błędem. 

Stosunek do społeczeństwa Konrada przypomina relacje głównego bohatera „Fausta” Goethego. Z jednej strony kocha ludzi, chce dla nich dobra i staje w ich imieniu przed Bogiem, prosi o ich uwolnienie. Z drugiej zaś uważa ich za niegodnych jego twórczości, gardzi nimi i uważa za gorszych od siebie. Mimo wszystko chce się za nich oddać, przyjąć cierpienie, co wskazuje na jego mesjanizm („Nazywam się milijon, bo za milijony kocham i Cierpię katusze”). W obronie narodu zarzuca Bogu brak miłości, co wraz z pychą Konrada sprawia, że buntuje się przeciw niemu.

W postawie bohatera widać patriotyzm. Bezgranicznie kocha ojczyznę, chciałby, aby Bóg dał mu szansę na zbawienie całego narodu i świata. W jego postawie wobec ludzi, narodu i Stwórcy pojawia się także prometeizm. Chce poświęcić się dla narodu i uzdrowić go i buntuje się przeciw Bogu. Nie jest on więc altruistą jak np. Tomasz Zan, ukazany w pierwszej scenie dramatu. 

Ważną rolę w utworze odgrywają duchy, które poza romantycznym i nadnaturalnym elementem dzieła, przypominają walkę o człowieka z moralitetów, czyli średniowiecznych przedstawieniach. 

Wypowiedź Konrada jest szokująca. Obraża Boga, buntuje się przeciw niemu. Brakuje mu pokory, przez co nie otrzymuje widzenia (ma je ksiądz Piotr w scenie IV). W tekście widać silne tendencje romantyczne, podkreślony jest indywidualizm poety i brak zrozumienia ze strony społeczeństwa. Pochwalona zostaje postawa mesjanistyczna, z którą później polemizował m.in. Juliusz Słowacki w „Kordianie”. Choć Konrad nie wypowiada najgorszego bluźnierstwa, jakim byłoby porównanie Boga do cara, za swe czyny zostaje ukarany znamieniem, które widać w ostatniej scenie, gdy zostaje wywieziony do Rosji. 

Dodaj komentarz