Do króla – interpretacja i morał
Ignacy Krasicki to jeden z ważniejszych przedstawicieli krajowej literatury oświeceniowej. Ten pisarz i duchowny tworzył dzieła w różnorodnych gatunkach, napisał pierwszą polską powieść, liczne bajki i poematy. Słynne są też jego satyry, a jedną z nich jest utwór Do Króla, rozpoczynający cykl wydany w roku 1779.
Spis treści
Do króla – treść wiersza
Im wyżej, tym widoczniej; chwale lub naganie Podpadają królowie, najjaśniejszy panie! Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka. Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka.
Rozwiń treść utworu
Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne, Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę. Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem. Kto się w zamku urodził, niech ten w zamku siedzi; Z tegoć powodu nasi szczęśliwi sąsiedzi. Bo natura na rządczych pokoleniach zna się: Inszym powietrzem żywi, inszą strawą pasie. Stąd rozum bez nauki, stąd biegłość bez pracy; Mądrzy, rządni, wspaniali, mocarze, junacy — Wszystko im łatwo idzie; a chociażby który Odstrychnął się na moment od swojej natury, Znowu się do niej wróci, a dobrym koniecznie Być musi i szacownym w potomności wiecznie. Bo od czegoż poeci? Skarb królestwa drogi, Rodzaj możny w aplauzy, w słowa nieubogi, Rodzaj, co umie znaleźć, czego i nie było, A co jest, a niedobrze, żeby się przyćmiło, I w to oni potrafią; stąd też jak na smyczy Szedł chwalca za chwalonym, zysk niosąc w zdobyczy, A choć który fałsz postrzegł, kompana nie zdradził; Ten gardził, ale płacił, ów śmiał się, lecz kadził. Tyś królem, czemu nie ja? Mówiąc między nami, Ja się nie będę chwalił, ale przymiotami Niezłymi się zaszczycam. Jestem Polak rodem, A do tego i szlachcic, a choćbym i miodem Szynkował, tak jak niegdyś ów bartnik w Kruszwicy, Czemuż bym nie mógł osieść na twojej stolicy? Jesteś królem — a byłeś przedtem mości panem; To grzech nieodpuszczony. Każdy, który stanem Przedtem się z tobą równał, a teraz czcić musi, Nim powie: ,,najjaśniejszy”, pierwej się zakrztusi; I choć się przyzwyczaił, przecież go to łechce: Usty cię czci, a sercem szanować cię nie chce. I ma słuszne przyczyny. Wszak w Lacedemonie Zawżdy siedział Tesalczyk na Likurga tronie, Greki archontów swoich od Rzymianów brali, Rzymianie dyktatorów od Greków przyzwali; Zgoła, byle był nie swój, choćby i pobłądził, Zawżdy to lepiej było, kiedy cudzy rządził. Czyń, co możesz, i dziełmi sąsiadów zadziwiaj, Szczep nauki, wznoś handel i kraj uszczęśliwiaj — Choć wiedzą, chociaż czują, żeś jest tronu godny, Nie masz chrztu, co by zmazał twój grzech pierworodny. Skąd powstał na Michała ów spisek zdradziecki? Stąd tylko, że król Michał zwał się Wiszniowiecki. Do Jana, że Sobieski, naród nie przywyka, Król Stanisław dług płaci za pana stolnika. Czujesz to — i ja czuję; więc się już nie troszczę, Pozwalam ci być królem, tronu nie zazdroszczę. Źle to więc, żeś jest Polak; źle, żeś nie przychodzień; To gorsza (luboć, prawda, poprawiasz się co dzień) — Przecież muszę wymówić, wybacz, że nie pieszczę — Powiem więc bez ogródki: oto młodyś jeszcze. Pięknież to, gdy na tronie sędziwość się mieści; Tyś nań wstąpił mający lat tylko trzydzieści, Bez siwizny, bez zmarszczków: zakał to nie lada. Wszak siwizna zwyczajnie talenta posiada, Wszak w zmarszczkach rozum mieszka, a gdzie broda siwa, Tam wszelka doskonałość zwyczajnie przebywa. Nie byłeś, prawda, winien temu, żeś nie stary; Młodość, czerstwość i rześkość piękneż to przywary, Przecież są przywarami. Aleś się poprawił: Już cię tron z naszej łaski siwizny nabawił. Poczekaj tylko, jeśli zstarzeć ci się damy, Jak cię tylko w zgrzybiałym wieku oglądamy, Będziem krzyczeć na starych, dlatego żeś stary. To już trzy, com ci w oczy wyrzucił, przywary. A czwarta jaka będzie, miłościwy panie? O sposobie rządzenia niedobre masz zdanie. Król nie człowiek. To prawda, a ty nie wiesz o tym; Wszystko ci się coś marzy o tym wieku złotym. Nie wierz bajkom! Bądź takim, jacy byli drudzy. Po co tobie przyjaciół? Niech cię wielbią słudzy. Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją. Cóżeś zyskał dobrocią, łagodnością twoją? Zdzieraj, a będziesz możnym, gnęb, a będziesz wielkim; Tak się wsławisz a przeciw nawałnościom wszelkim Trwale się ubezpieczysz. Nie chcesz? Tym ci gorzej: Przypadać będą na cię niefortuny sporzej. Zniesiesz mężnie — cierpże z tym myślenia sposobem; Wolę ja być Krezusem aniżeli Jobem. Świadczysz, a na złe idą dobrodziejstwa twoje. Czemuż świadczysz, z dobroci gdy masz niepokoje? Bolejesz na niewdzięczność — alboż ci rzecz tajna, Że to w płacy za łaski moneta zwyczajna? Po co nie brać szafunku starostw, gdy dawano? Po tym ci tylko w Polszcze króle poznawano. A zagrzane wspaniałą miłością ojczyzny, Kochały patryjoty dawcę królewszczyzny. Księgi lubisz i w ludziach kochasz się uczonych; I to źle. Porzuć mędrków zabałamuconych. Żaden się naród księgą w moc nie przysposobił: Mądry przedysputował, ale głupi pobił. Ten, co niegdyś potrafił floty duńskie chwytać — Król Wizimierz — nie umiał pisać ani czytać. Waszej królewskiej mości nie przeprę, jak widzę, W tym się popraw przynajmniej, o co ja się wstydzę. Dobroć serca monarchom wcale nie przystoi: To mi to król, co go się każdy człowiek boi, To mi król, co jak wspojźrzy, do serca przeniknie. Kiedy lud do dobroci rządzących przywyknie, Bryka, mościwy królu, wzgląd wspacznie obróci: Zły, gdy kontent, powolny, kiedy się zasmuci. Nie moje to jest zdanie, lecz przez rozum bystry Dawno tak osądziły przezorne ministry: Wiedzą oni (a czegoż ministry nie wiedzą?), Przy sterze ustawicznie, gdy pracują, siedzą, Dociekli, na czym sekret zawisł panujących. Z tych więc powodów, umysł wskroś przenikających, Nie trzeba, mości królu, mieć łagodne serce: Zwycięż się, zgaś ten ogień i zatłum w iskierce. Żeś dobry, gorszysz wszystkich, jak o tobie słyszę, I ja się z ciebie gorszę i satyry piszę; Bądź złym, a zaraz kładąc twe cnoty na szalę, Za to, żeś się poprawił, i ja cię pochwalę.
Źródło wydania: Ignacy Krasicki, Satyry i listy, oprac. Zbigniew Goliński, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, wyd. 1, Wrocław, 1958
Do króla – analiza utworu
Krasicki do stworzenia utworu wykorzystał gatunek literacki, nazywany satyrą, który czerpie z liryki, epiki oraz dramatu, a wywodzi się już z czasów starożytnych. W swojej treści satyra wyśmiewa i wypunktowuje wady – zarówno określonej osoby, jak i całej grupy, bądź też zjawiska czy idei. Robi to w sposób ironiczny, często przerysowany, wyolbrzymiony i karykaturalny. Jest co środek do uzyskania głównego celu utworu – przedstawienia morału oraz pouczenia, które ma skłonić do refleksji i zmiany dotychczasowego postępowania.
Tytuł utworu Krasickiego może być mylący, ponieważ nie jest on kierowany do władcy, a do polskiej szlachty. Podmiot liryczny wydaje się być postacią niejednoznaczną, niekiedy stosuje komentarze odautorskie, innym razem wypowiada się jako szlachcic-Sarmata. Satyra ma formę trzynastozgłoskowca, w którym średniówka pojawia się po siódmej sylabie. Rymy występujące w utworze są dokładne, żeńskie i parzyste, a liryka to bezpośredni zwrot do adresata.
Wiele wyrażeń kierowanych jest wprost do króla, pojawiają się rozbudowane apostrofy w postaci wykrzyknień (Podpadają królowie, najjaśniejszy panie!) i pytań retorycznych (Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem?), dzięki czemu utwór ma nieregularną intonację, jest ekspresywny, dynamiczny i emocjonalny, oburzenie podmiotu jest bardzo wyraźne. Dynamikę wzmaga też nagromadzenie czasowników oraz przerzutnia pomiędzy pierwszym a drugim wersem.
Podstawową figurą jest ironia, ukryta złośliwość, kpina ukryta pod postacią aprobaty – satyra ta pełna jest elokwentnych uszczypliwości (Bo natura na rządczych pokoleniach zna się, Inszym powietrzem żywi, inszą strawą pasie – stąd rozum bez nauki, stąd biegłość bez pracy). Do innych zastosowanych przez autora środków stylistycznych należą wyliczenia (mądrzy, rządni, wspaniali) oraz anafory (powtórzone wyrażenie – To mi to król).
Do króla – interpretacja satyry
Utwór jest satyrą o przewrotnym charakterze, ma cechy panegiryku, czyli dzieła pochwalnego – ośmieszeni zostają ci, którzy krytykują władcę, choć to właśnie wady Stanisława Augusta Poniatowskiego są wyliczone w treści. Autor stosuje ciekawy zabieg – zrzuca wszelką odpowiedzialność za poruszaną tematykę na sam utwór, konwencję gatunku, który bezlitośnie obnaża wszelkie przywary.
Pierwszym zarzutem kierowanym wobec króla, który w rzeczywistości obrazuje poglądy krążące wśród polskiej szlachty, jest jego nieodpowiednie pochodzenie – był on synem kasztelana, został wybrany elekcyjnie i nie wywodził się z dynastycznej rodziny. Krasicki nie stara się kryć, kto jest prawdziwym adresatem dzieła, jego ironie są czytelne. Atrybuty dobrego władcy nie są dziedziczone po przodkach, wiedzę i umiejętności trzeba najpierw nabyć, a prawym należy się urodzić, sprawiedliwe rządy natomiast wymagają ciężkiej pracy i silnego charakteru.
Kolejnym problemem dla szlachty jest zbyt młody wiek. Podmiot obnaża tutaj błędne założenie, że mądrość i szlachetność zawsze przychodzą z wiekiem. Prezentuje też malkontenctwo i zakłamanie szlachty, dla której również zbyt stary władca byłby powodem do krytyki. Jest to specyficzna, zepsuta i dwulicowa grupa społeczna, którą nie sposób jest zadowolić, zawsze reprezentuje negatywne nastawienie i jest niezadowolona ze stanu rzeczy. Nie troszczą się oni o dobro państwa, interesuje ich tylko znalezienie okazji do pieniactwa i wszczynania awantur. Podmiot współczuje Poniatowskiemu jego położenia, w którym żadne jego postępowanie i zasługi nie zostaną uznane za prawidłowe i nie spotkają się z aprobatą. Zasiadanie na tronie w takich okolicznościach jest trudne i nie do pozazdroszczenia.
Punkt kulminacyjny utworu stanowi absurdalny zarzut, że król jest miłosierny, dobry i życzliwy, a tron wymaga przecież twardej ręki, władca musi budzić postrach i być bezwzględny. Ta niedorzeczność ostatecznie obnaża głupotę szlachty. Krasicki w satyrę wplótł akcent osobisty, poruszając temat znaczenia poety na dworze. Uważa, że jest to ważna rola, ponieważ króla otacza grono pochlebców, który w zamkowych komnatach wyśmiewają go i krytykują jego rządy. Poeta jest natomiast głosem rozsądku, który potrafi szczerze przedstawić swoje zdanie, nawet jeżeli nie zawsze jest pozytywne.
Podsumowanie
Ignacy Krasicki pełnił funkcję nadwornego poety ówczesnego króla, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Dało mu to szansę na bezpośrednie obcowanie z otoczeniem władcy oraz polską szlachtą. Choć utwór ma prześmiewczy charakter, to jednak zalicza się do tak zwanej poezji zaangażowanej, która w zawoalowany sposób porusza problemy Polski XVIII wieku. Pozorne zarzuty wobec Poniatowskiego stają się pochwałą jego rządów, autor natomiast obnaża zakłamanie i szkodliwe postępowanie szlachty.